poniedziałek, 30 kwietnia 2018

Rozdział 2







Cześć,

Za betowanie po raz kolejny dziękuję mojej wspaniałej (już zalinkowanej) becie Agrat bat Machlat :D
Znów daję po twarzy nowymi nazwami, na co zwracano mi uwagę. Starałam się pisać jaśniej, ale gdyby wciąż nie było dostatecznie jasno, to też proszę krzyczeć :)




Poszłam też za sugestią bety i postanowiłam tłumaczyć na dole rozdziału słowa z innych języków, chociaż tak more less. Część rozmówek będę jednak olewała, ale tylko dlatego, że jak bohater nie rozumie, to nie ma powodu, żeby czytelnik rozumiał więcej :)
PS. Akapity wariują, ale to z całą pewnością nie moja wina, bo nawet wyrzuciłam formatowanie z worda. Coś w tym kodzie tak to paskudzi :< 




                Puszcza Wegléast była przeraźliwie ciemna; Svea musiała zapalić małe światełko na grocie swojego kostura, by ich konie nie zabiły się o własne nogi. Podążali wąską, wydeptaną ścieżynką, na której dwa wierzchowce ledwie mieściły się obok siebie. Nie było w tym nic nadmiernie dziwnego; nie prowadził tamtędy żaden oficjalny trakt, z Puszczą nie prowadzono żadnych kontaktów handlowych, a zamieszkiwał go jeden z dwóch istniejących obecnie szczepów elfów. I właśnie z ich powodu Svea tak bardzo nalegała na podróż przez las.
                — Myślisz, że ich znajdziemy? — zapytał ją Skalle. — Jakoś nie widzi mi się, żeby cholerne elfy poustawiały tutaj drogowskazy.
                Svea przyjęła to pytanie z bardzo właściwym sobie stoickim spokojem.
                — Myślę, że ich nie znajdziemy — odpowiedziała krótko. — To raczej oni muszą znaleźć nas.
                — A znajdą?
                — Znajdą — zapewniła spokojnie. — Robimy bardzo dużo hałasu. Jak dla nich, oczywiście. Elfy z Wegléast przystosowały się do życia w ciemnościach. Nie pamiętasz tego chłopaczka z Akademii? — zapytała jakby z wyrzutem. Kiedy pojęła, że Skalle owszem, nie pamięta, kontynuowała: — Wzrok niemal zupełnie u nich zanikł, za to słuch i węch mają lepszy niż niejeden pies gończy — wyjaśniła. — Na pewno już nas usłyszeli. Pytanie tylko, czy zechcą nam się ukazać.
                — A jeśli nie zechcą? — dopytywał towarzysz.
                — To spróbuję ich przekonać — powiedziała, uśmiechając się jednym ze swoich bladych, tajemniczych uśmiechów.
                Skalle popatrzył na nią sceptycznie, ale nic więcej nie powiedział. Svea była mu nieskończenie wdzięczna za to, że nigdy nie negował jej szalonych pomysłów, nigdy się im nie sprzeciwiał, pomimo że prawdopodobnie rzadko rozumiał ich cel. Prawdę powiedziawszy i ona sama często w niego powątpiewała.
                Svea pojmowała, że Skalle musiał ją przeraźliwie kochać; nie miłością taką, jaką mężczyzna żywić może do kobiety, bardziej braterską lub ojcowską. Wojownik był z nią już od dziesięciu lat, od dnia, w którym wyruszyła w swoją pierwszą, długą drogę do Beltanei. Pamiętała, że jej ojciec Eskil szalenie chciał jej w tej wyprawie towarzyszyć osobiście. Svea również bardzo tego wyczekiwała; choć miała zaledwie jedenaście lat, pojmowała aż nazbyt dobrze ogrom tego, co miało się wydarzyć. Że to zmieni całe jej życie. Że prawdopodobnie już nigdy nie będzie mogła oglądać ojca ani matki tak długo, jak dotychczas, bez najmniejszej przerwy. Oboje, ojciec i córka, byli zrozpaczeni, kiedy na kilka dni przed podróżą Eskil poważnie podupadł na zdrowiu. Liczył sobie wtedy ponad pięćdziesiąt lat, a należało nadmienić, że nie miał za sobą łatwego życia; przez długie lata był żołnierzem, później wstąpił do Inkwizycji i walczył na dwóch frontach — ścigając czarnoksiężników oraz tocząc wewnętrzne spory z innymi Inkwizytorami, stając w obronie bogom ducha winnych magów. Dla nikogo nie powinno więc być zdziwieniem, że tak mogło się stać. Eskil musiał zostać w domu, podobnie jak Saga, ponieważ ktoś musiał o niego dbać. Matka poprosiła wtedy Skallego, wieloletniego przyjaciela rodziny, aby zabrał małą czarodziejkę na Beltaneę. Ten zgodził się i najwyraźniej ujrzał w małej Svei coś, co po dziś dzień go przy niej trzymało. Ona tak naprawdę nigdy nie zrozumiała, dlaczego nie odszedł. Wiedziała, że nie miał żadnej rodziny; na kontynencie praktycznie nic go nie trzymało, jednak zadziwiało ją to, że na ostatnie dziesięć lat osiadł na Beltanei, w chacie pewnego chłopa w wiosce nieopodal Akademii, odpracowując mu w polu dach nad głową i żywność. Od czasu do czasu rozprawił się z wilkami atakującymi jego stada, czasem pomógł w odbudowie co bardziej zmarnowanych zabudowań i w ten sposób egzystował sobie obok Svei, cały czas mając na nią oko. Zawsze podążał za nią jak cień. Svea nigdy nie zapytała dlaczego; miała wrażenie, że to byłoby w pewien sposób nie na miejscu, tym bardziej, że wiele mu była winna. Wyłącznie dzięki jego oddaniu i temu, że zawsze jej towarzyszył, nawet w najtrudniejszych dla niej chwilach, jej życie wyglądało teraz tak, a nie inaczej. Nieskończenie wiele mu zawdzięczała.
                Szybko odpędziła od siebie te nieprzyjemne myśli, licząc się jednak z tym, że jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to w niedalekiej przyszłości będzie musiała się z nimi zmierzyć.
                Kiedy po raz pierwszy wyruszali razem z domu, z Frostengeiru, zimnego kraju Nordów na dalekiej północy kontynentu, przez pół świata, do Beltanei na dalekim Południu, Svea była chudą, małą, jedenastoletnią dziewczynką, a on młodym, przystojnym, trzydziestoletnim mężczyzną. Od tamtego czasu zapuścił długie, rude włosy i taką samą brodę, przybierając wygląd typowego norskiego wojownika. Svea musiała przyznać, że obrósł też nieco tłuszczem, ale to sprawiało jedynie, że wydawał się jeszcze większy niż normalnie, a przy niemal siedmiu stopach wzrostu robiło to niemałe wrażenie.
                — Właściwie po co tutaj przyszliśmy? — zapytał ją, zwracając na nią swoje jasne, niebieskie oczy, których jednak nie mogła w ciemności zobaczyć. – O czym chcesz z ostrouchymi gadać?
                — Mam pytania — mruknęła cicho. Wiedziała, że elfy i tak uchwycą jej słowa swoim wrażliwym słuchem, dlatego wolała unikać konkretów. Nie była pewna, jak zareagują na to, o co zamierzała je poprosić. — Wiesz o kogo.
                — Mhm — mruknął Skalle, natychmiast markotniejąc. — Ta, wiem. Skąd pewność, że był stąd?
                — Nie mam takiej pewności — powiedziała mu na to — ale tędy i tak nam po drodze. Jeśli to się okaże ślepym zaułkiem, wtedy pomyślę, jak się dostać do tych drugich, wyspiarzy na Eirênêi. Ale na razie jestem dobrej myśli.
                Troszkę minęła się z prawdą, mówiąc to. Była przekonana, że są we właściwym miejscu. Miała pewność, ponieważ na szyi nosiła talizman — niezdarnie wyrzeźbioną drewnianą figurkę człowieczka, którą dostała kiedyś, ponad osiemnaście lat temu od tajemniczego elfa, którego spotkała na drodze, pod domem rodziców. Dał jej figurkę i nakazał jej ją nazwać — Svea dała jej na imię Rune, zakładając, że ta jest chłopcem — i nosić ją zawsze, każdego dnia. Dziewczynka z jakiegoś powodu bardzo przejęła się tym spotkaniem — do dziś zresztą nie umiała wyjaśnić, jak to się stało, że zachowała wspomnienia z tak młodego wieku — i zdejmowała Runego wyłącznie do kąpieli. Po kilku latach dotarło do niej, że figurka jest czymś więcej, niż tylko wystruganym z drewna człowieczkiem. Ona żyła, obojętnie jak absurdalnie to brzmiało. Żyła i od czasu do czasu Svea wyczuwała jej ruchy; wiła się niespokojnie, kiedy dziewczynie groziło niebezpieczeństwo, wciskała się w jej pierś, kiedy ta potrzebowała pocieszenia, ocierała się o nią, kiedy chciała ją do czegoś zachęcić. Svea nie mogła pojąć, jak i dlaczego to się dzieje, ale po kolejnych kilku latach po prostu przestała ten fakt podważać, przestała szukać wyjaśnienia i zwyczajnie go zaakceptowała przyjmując, że być może pewne aspekty magii pozostaną na zawsze poza jej zasięgiem.
            Teraz Rune wyraźnie zachęcał ją, by czyniła tak, jak postanowiła. By spotkała się z elfami. Wzięła to za dobrą monetę i postanowiła, że nie opuści puszczy Wegléast, dopóki nie pomówi z którymś z jej mieszkańców.
                Rozmowa nie zapowiadała się jednak na prostą.
                 — A czego tak właściwie chcesz się dowiedzieć? — zapytał ją jeszcze Skalle i to pytanie, choć tak oczywiste, zupełnie podkopało jej nadzieje.
                — Nie wiem — przyznała niemal ze wstydem. Czuła, że nie chce dłużej prowadzić tej rozmowy; ręce zaczynały jej się trząść, dlatego jedną mocniej zacisnęła na łęku siodła, drugą natomiast na drzewcu włóczni. — Nie mam pojęcia i wiesz co, Skalle? Uważam to za straszliwe zaniedbanie z mojej strony, że dopiero teraz, kiedy zostało mi już tak niewiele czasu, postanowiłam czegokolwiek się dowiedzieć.
                — Czego takiego chcesz się dowiedzieć, duine1? — Rozległ się za ich plecami spokojny, miękki męski głos.
                Svea wstrzymała konia i ruchem ręki uspokoiła Skallego, który odruchem godnym prawdziwego wojownika dobył miecza i rozejrzał się z bronią w gotowości za intruzem, choć to może nie było najodpowiedniejsze słowo. Svea to raczej ich samych nazwałaby intruzami w domu elfów.
                — To zależy, czy jesteście chętni do odbycia rozmowy z duine — odrzekła spokojnie.
                — Niech fear2 opuści broń. — Padło kolejne polecenie, tym razem od kobiety.
                — Posłuchaj ich, Skalle — rzekła spokojnie Svea.
Rudy wojownik westchnął i usłuchał.
— I tak nas zabijecie, jeśli zechcecie — burknął cierpko.
                Z ciemności, z dwóch różnych stron wyłoniły się dwie postacie: mężczyzna i kobieta. Najpierw widziała jedynie ich niskie, nieco krępe sylwetki o kruchych, pająkowatych kończynach i dziwacznie wygiętych nogach, które sprawiały wrażenie, jakby ich właściciele całe życie spędzili w siodłach i nie bardzo potrafili chodzić lub też mogły świadczyć o jakiejś zaawansowanej wadzie w budowie układu kostnego. Svea po chwili przemyśliwania tej kwestii założyła, że to najpewniej zwyczajna krzywica z braku światła słonecznego. Dopiero kiedy elfy się zbliżyły, Svea dojrzała więcej: odziani byli w skórzane pancerze, osłaniające właściwie jedynie ich klatki piersiowe, uda i ramiona. Przez plecy mieli przewieszone łuki, a oczy zawinęli czarnymi chustami. Pojmowała to; przy korzystaniu ze słuchu i węchu, nawet szczątkowy wzrok jedynie by im przeszkadzał. Skórę mieli białą, niemal przeźroczystą, o wiele bledszą od jej własnej, choć nie wydawało jej się to możliwe, a spod niej przezierały nabrzmiałe naczynia krwionośne, które nadawały im przerażającego wyglądu toczonych chorobą zjaw.
                Skalle wyraźnie wzdrygnął się na ich widok, Svea jednak zachowała spokój. Na Beltanei spotkała kiedyś jednego z elfów z puszczy Wegléast i wiedziała, czego się spodziewać. Mimo to, to spotkanie zrobiło na niej wrażenie.
                — Nie zabijemy, ponieważ nie jesteśmy seinneadair3 — odrzekł elf. —  Cur fàilte4, ludzka kobieto. Cur fàilte, wojowniku.
                — Cur fàilte— odpowiedziała w języku elfów. — Nie zamierzam używać w waszym domu czarów, a już z całą pewnością nie przeciw wam.
                — Co znaczy to słowo, które powiedział? — zapytał ją Skalle, a Svea wyjaśniła.
                — Dosłownie, to znaczy „pieśniarz” — rzekła. — Elfy nazywają w ten sposób tych, którzy potrafią posługiwać się czarami, prawda? — Popatrzyła na elfy. — Oni mówią na to „pieśni”. Zabawne, że w moim ojczystym języku słowo loitsu znaczy tak „rzucać czar”, jak i „śpiewać”.
                — Ponieważ wszystkie języki wywodzą się z języka Pierwszego Ludu — powiedziała elfka, pochodząc o krok bliżej. — To wielki zaszczyt, duine, spotkać jedną z was. Nasze ludy w przeszłości były blisko związane. Stary Smok powołał wasze istnienie, natomiast nasza Pani dała nam życie na wasz obraz. Zawsze będziemy żywić nieskończony szacunek do Pierwszych.
                Svea znała oczywiście legendy o powstaniu ludzkiej cywilizacji i wiedziała, że wszelkie ludy Cynedoru uznawały, że Pierwszym Ludem, stworzonym przez Przedwiecznego Smoka Fafnera, któremu cześć oddawała cała Północ, byli Karjalaańczycy, lud kruchych, rachitycznych istot, silnych nie ciałem, a potężną, choć dawno już zapomnianą magią. Uważała, że to wielki honor mieć pośród swoich przodków Pierwszych Ludzi, nawet jeśli dziś tacy jak ona w ludzkim świecie stanowili jedynie pośmiewisko.
                — To bardzo pięknie z waszej strony — zapewniła ich, starając się wyrazić jak najuprzejmiej — ale nie ma potrzeby, naprawdę. Wszyscy jesteśmy sobie braćmi, bez względu na to, czy jesteśmy elfami, czy ludźmi.
                — Pięknie powiedziane — zapewnił ją elf. — A teraz, seinneadair, zdradź mi wasze imiona. Ja nazywam się Oriel, a moja towarzyszka zwie się Isha.
                — Ja nazywam się Svea Lindeverna, córka Eskila i Sagi — powiedziała. Zawsze uważała, że zwyczaj podawania jedynie imienia ojca jest niesprawiedliwy; matki zasługiwały na to, by o nich mówić równie głośno, a czasami wręcz i głośniej niż o ojcach. — Mój przyjaciel to Skalle, syn Arnbjorna i Hilde.
                — Zatem pójdźcie z nami, Sveo i Skalle — poprosił elf. — Ugościmy was i porozmawiamy o tajemnicach, które chcecie poznać.

*

                Zaprowadzono ich do Dêneroth, stolicy państwa elfów z puszczy Wegléast. Miasto dokładnie odpowiadało temu, co Svea kiedykolwiek wyczytała w księgach na temat elfiej kultury; wszystko wyciosane było nie jak ludzkie budowle, z kamiennych cegieł, ale jakby wycięte w jednym bloku kamienia. Pojmowała oczywiście, że to niemożliwe, wiedziała jednak, że pośród elfów kiedyś, dawno temu, magowie byli tak samo powszechni jak wśród Karjalaańczyków i prawdopodobnie to oni byli odpowiedzialni za stawianie budowli. Poza wszelkimi wyobrażeniami Svei było, by mogło do tego dojść inaczej. Nie, kiedy te biedne elfy były niemal całkiem ślepe. Czy jednak zawsze tak było? Czy zawsze tak bardzo różnili się od swoich braci-wyspiarzy, których od ludzi odróżniał wyłącznie wdzięk ruchów i spiczaste uszy? Właściwie nie wiedziała.
                Brama wznosiła się nad nimi wysokim, smukłym łukiem. Wszystkie budynki w tym wielkim, białym mieście były smukłe, pełne prostoty i eleganckiego piękna. Dominowały gładkie linie, przyjemne dla oka łuki i motywy roślinne oraz ażurowe. Ta architektura sprawiała wrażenie delikatnej i eterycznej, zupełnie jak lud, który był za jej istnienie odpowiedzialny.
                — Po co budować tak piękne miasto w miejscu, w którym panują takie przeraźliwe ciemności? — zapytał Skalle i Svea musiała przyznać, że choć nieco nieuprzejme, to było bardzo dobre pytanie.
                — Niegdyś puszcza nie była tak gęsta — wyjaśniła elfka, prowadząc ich krętymi, wąskimi uliczkami. — Zarosła tak w rozpaczy po tym, co jeden z naszych seinneadair uczynił naszemu ludowi przed tysiącami lat. To była okropna zbrodnia.
                — Co takiego się stało, że echo magii odbiło się aż na puszczy? — zapytała z przejęciem dziewczyna. Naukowy zapał natychmiast się w niej obudził.
                — Tutaj się o tym nie mówi — powiedziała jej cicho elfka, a Svea usłyszała w jej głosie prawdziwą trwogę.
                Wymienili ze Skallem spojrzenia, jednak żadne z nich nie ośmieliło się nic powiedzieć.
                Zaprowadzono ich do jednego z domostw nieopodal głównej drogi. Svea pojęła, że to musi być strażnica. Czekał tam jeszcze jeden elf, którzy przedstawił się jako Eol. Powitał Sveę i Skallego, a później poczęstował wszystkich miodem i owocami. Svea podziękowała za napitek, jednak z chęcią poczęstowała się owocem. Skalle natomiast, jak to prawdziwy Nord, nie śmiał miodem wzgardzić i wychylił cały kubek jednym haustem.
                — To naprawdę przepiękne miasto — powiedziała Svea z przejęciem. — Nigdy nie byłam w tych rejonach, jedynie słyszałam o waszej kulturze. Jesteśmy z Beltanei i podróżujemy na północ, do stolicy Cesarstwa. Zależało mi jednak, aby przejść przez Wegléast. Poznałam kiedyś w Akademii Magów jednego z waszych i zapadły mi w pamięć jego opowieści. Nie mogłam przepuścić takiej okazji.
                — Zatem jesteście tutaj tylko przejazdem? — zapytał Eol.
                — Niezupełnie — przyznała Svea. — Ja… Tak naprawdę, to bardzo chciałabym zadać wam kilka pytań. Jest pewna sprawa… Przytrafiło mi się coś dziwnego i miało to, jak sądzę, związek z jednym z was. To znaczy, nie jestem pewna, czy chodzi o was, czy o waszych braci z Eirênêi.
                Isha zaśmiała się na te słowa z pewnym politowaniem.
                — Czy to nie dziwne, Sveo, ludzka kobieto, która masz oczy, że nie dostrzegasz różnicy pomiędzy nami, a naszymi braćmi z północy? — zapytała ją. — Diametralnie się od siebie różnimy, duine.
                — To niestety… nie jest takie proste — przyznała Svea, wykręcając sobie ręce i nerwowo wyłamując palce. Ciężko jej było o to pytać, ciężko jej było mówić, a przecież zamierzała jedynie wymienić Jego imię, może rzec słowo o tym, jak wygląda… ale nic ponadto.
                O niczym więcej nie chciała nawet pamiętać; robiło jej się niedobrze na samą tylko myśl o tym wszystkim. Szybko odpędziła od siebie te rozważania. Żeby się uspokoić, wyjrzała za okno i przyjrzała się rozsypującemu się już powoli pałacowi. I nagle zamarła.
                 Czuła Go. Nie potrafiła tego wyjaśnić, ale całą sobą odczuwała Jego obecność, tę, którą tak dobrze poznała i tę, która wzbudzała w niej paniczny wprost strach. Wpatrywała się w ten pałac z niemądrze otwartymi ustami i przestała już panować nad drżeniem rąk. Nadgryziony owoc wypadł jej na stół, potoczył się po nim i upadł na ziemię. Nikt się po niego nie ruszył, nikt nie rzekł ani słowa. Wpatrywali się ze zdziwieniem w zamarłą w przerażeniu Sveę.
A ona czuła, że zupełnie traci nad sobą kontrolę. Nie potrafiła nijak wyjaśnić tego, co czuła; wiedziała, że Jego tu nie ma, wiedziała, że jest więźniem na północy, w zimnym Frostengeirze, w starej krypcie, w ruinach Saarthal. A mimo to miała wrażenie, jakby był obok, czuła Jego wstrętną, bluźnierczą magię. Niemal mogła wyczuć jego zapach, choć nie była pewna, czy aby rozum nie spłatał jej figla. Zdawało jej się, że czuła na sobie Jego zimny, palący wzrok.
Żołądek niebezpiecznie jej się skręcił i z trudem powstrzymała ogarniające ją mdłości.
Dopiero po długiej chwili Skalle ośmielił się zabrać głos.
— Co się dzieje, maleńka? — zapytał ją i spróbował objąć. Ona jednak gwałtownie go od siebie odepchnęła i  wstała od stołu, a w chwilę później, nie mogąc nad sobą zapanować, zwymiotowała na podłogę.
Czuła przeraźliwy wstyd, że zdarzyło się coś takiego, ale ta okropna obecność, którą czuła, zaczęła ją przytłaczać, jakby chciała ją otoczyć, odciąć od świata i zagarnąć całą. Budziło w niej to wyłącznie przerażenie; serce biło jej jak szalone, tak mocno, że aż sprawiało to ból. Kręciło jej się w głowie i brakło tchu, a jednocześnie ogarnęło ją wprost paraliżujące przerażenie. Wnętrzności skręciły jej się z bólu i ze strachu i nie była w stanie dłużej powstrzymywać mdłości.
Skalle natychmiast do niej przypadł; odgarnął jej włosy z twarzy, choć Svea obawiała się, że było na to za późno, i pozwolił się o siebie oprzeć. Elfy zwróciły się w jej stronę ze zdziwieniem, ale i pewnym zaciekawieniem.
— P-przepraszam — wydukała Svea, rękawem szaty ocierając sobie usta. — S-strasznie przepraszam. Zaraz to posprzątam.
— Usiądź sobie lepiej, maleńka — powiedział Skalle. W jego ochrypłym głosie Svea słyszała wyraźnie troskę. — Ja to posprzątam.
Któryś z elfów podał mu szmatę, a Skalle jak obiecał, tak uczynił. Svea nadal czuła się okropnie.
— Co to za pałac? — zapytała słabym głosem, wskazując palcem za okno. Elfy odwróciły głowy za jej wskazaniem, choć nie wiedziała, jak to możliwe, kiedy były praktycznie ślepe. Zapadło ciężkie milczenie, aż Skalle podniósł głowę znad podłogi, by popatrzeć, co się dzieje.
— Jest opuszczony — powiedziała głucho Isha.
— To ruina — dodał Eol.
— Nikt tam nie chodzi — dorzucił jeszcze Oriel. — Już od tysięcy lat.
— Dlaczego? — zapytała cicho Svea.
Elfy zmilczały.
— Skąd te pytania, duine? — zapytała ją wreszcie Isha. W jej głosie brzmiało wyraźnie napięcie.
— Ja… poczułam coś — powiedziała cicho dziewczyna. Nadal czuła przytłaczającą obecność, zaciskającą się wokół niej niby pętla na szyi wisielca. Natychmiast zmusiła się, by odsunąć od siebie to wspomnienie. — Czyjąś obecność. To było… Nie wiem. Straszne.
Elfy zmilczały, ale tym razem to była cisza pełna trwogi i napięcia.
— Co tam się stało? — zapytała Svea cicho, niemal szeptem.
— O tym się tutaj nie mówi — odpowiedział jej głuchym głosem Eol.
— Ale ona poczuła — wtrącił wtedy Oriel. — Wiecie, co to znaczy.
— Milcz! — fuknęła na niego Isha. — Nie wolno nam. Prawo jest prawem. Tutaj się o tym nie mówi.
Skalle spoglądał na nich niczego nierozumiejącym wzrokiem.
— Czy mogę uczynić cokolwiek, byście mogli mi zdradzić tajemnicę? — zapytała cicho Svea. Isha gniewnie zwróciła się w jej stronę.
— Nie! — warknęła. — Nie wolno. Prawo to prawo. Szlachetna duine z Pierwszych Ludzi musi to pojmować!
  Is i Nigheanan Rionnag — powiedział cicho Eol w ich własnym języku, którego Svea nie rozumiała.
— Chan eilceadaichte! — zawołała ze złością Isha. Svea czuła i rozumiała wagę, jaką dla tej kobiety miały tradycja i prawo. Nie mogła tego nie uszanować, nawet jeśli to by oznaczało, że tajemnica pałacu w Dêneroth pozostanie na razie nierozwiązana.
                — Nie kłóćcie się, proszę — przerwała im cicho, niemal szeptem, a oni wszyscy zwrócili głowy w jej stronę. — Nie chcę, byście łamali dla mnie prawo. Rozumiem, co znaczy odmowa. W porządku. Nie zamierzam nikogo do niczego zmuszać.
                Uspokoiło to nieco atmosferę, choć Isha nadal wyglądała na lekko podenerwowaną.
                — Chciałaś o coś zapytać — przypomniał jej wtedy Eol. Svea na nowo poczuła z całą mocą ciężar swojego brzemienia. — O jednego z nas, albo z naszych braci z Północy.
                — Tak — mruknęła cicho. A potem postanowiła, że nigdy nie odzyska wolności i spokoju, jeśli nie ma odwagi nawet opowiadać o tym, co jej się przytrafiło. Nadszedł czas, by wreszcie zaczęła szukać odpowiedzi. Nie mogła całe życie się bać. Nie mogła dalej milcząco się na to wszystko godzić. — Spotkałam kogoś. Kogoś, kto z pewnością jest elfem, nie potrafię jednak powiedzieć, z którego szczepu — powiedziała. — Wygląda raczej jak jeden z elfów z Eirênêi — dodała, choć prawie jej się wyrwało, że wygląda „normalnie”. — Ale… Ale ja czuję… Wydaje mi się… Że to nieprawda. Że on pochodzi stąd.
                Ręka Ishy drgnęła niespokojnie, a Eol i Oriel przysłuchiwali się słowom Svei w milczącym napięciu.
                — Jak możesz tak myśleć, jeśli wygląda jak oni? — odezwał się Eol. — Popatrz na nas, duine. Jak możesz tak sądzić?
                Svea westchnęła głośno i odważyła się powiedzieć:
                — Isha powiedziała wcześniej, że kiedyś, przed zbrodnią, o której nie chciała powiedzieć, puszcza nie była tak gęsta — rzekła cicho, na wydechu. — Zatem mogę chyba śmiało założyć, że wasz obecny wygląd jest przystosowaniem do nowych warunków. Przed tymi wydarzeniami wasi przodkowie byli podobni do elfów z  Eirênêi?
                — Tak — powiedział jej Oriel. — Bledsi i drobniejsi, bo światła tak czy inaczej było mało. Ale można uznać, że masz rację, duine. Tylko co to ma do rzeczy?
                — Ta… osoba — rzekła Svea, choć w tym, o kim mówiła, widziała bardziej bestię niźli osobę. — Ja… Wiem, że to zabrzmi absurdalnie, ale wydaje mi się, że ona… To znaczy on… To mężczyzna… Nie pochodzi z naszych czasów.
                Powiedziała to i zapadła głucha, ciężka cisza. Elfy czekały. Wyraźnie czekały, w napięciu, jakby spodziewały się, co usłyszą. Ale nie mówiły zupełnie nic i Svea musiała kontynuować.
                — Jest magiem — powiedziała cicho, spoglądając to na Skallego, to na elfy. — I p-powiedział mi, że… Że nosi w sobie moc umarłej bogini.
                — Bluźnierstwo! — zawołała nagle Isha, zaciskając ręce w pięści.
                Svea aż się wzdrygnęła.
                — Przepraszam — bąknęła. — Bardzo przepraszam, ale… to nie ja tak twierdzę! Powtarzam jedynie jego słowa. Bardzo mi przykro, że tak was to wzburzyło, nie chciałam tego!
                Eol ruchem ręki i kilkoma elfickimi słowami uspokoił rozsierdzoną Ishę. Potem, kolejnym ruchem ręki zachęcił Sveę do kontynuowania opowieści.
                — Powiedział mi, że był kiedyś Mistrzem Wojny, cokolwiek miałoby to znaczyć — mówiła dalej, szybko i nerwowo. — Prócz tego znam jeszcze jego imię.
                — Zatem je wyjaw — zachęcił ją Oriel.
                Teraz nadszedł dla niej czas największej próby. Jeszcze nigdy w życiu nie wymówiła tego imienia głośno; zawsze kością stawało jej w gardle i nie potrafiła, tak bardzo dławiły ją strach przed Nim i odraza, jaką w niej wzbudzał.
                — Lorcan — wydusiła z siebie wreszcie, a z jej ciała jakby nagle uszło całe powietrze. — Przedstawił mi się imieniem Lorcan.
                Svei nie wydawało się to możliwe, ale Oriel i Eol zbledli. Isha natomiast nagle, gwałtownie poczerwieniała na bladej, przeźroczystej twarzy i zerwała się na równe nogi.
                — Odejdź stąd, zarazo! — zawołała ze złością na Sveę. Dziewczyna aż odskoczyła, tak zlękła się wybuchu elfki. — Wynoś się z naszej ziemi, ty przeklęta, nieczysta żmijo… Odejdź i nigdy więcej tu nie wracaj! Wynoś się, albo cię zabiję, ladacznico!
                — Hej, co ty sobie myślisz, ty ostroucha…
                — Skalle, przestań! — zawołała głośno Svea. Nie miała pojęcia, czym sobie zasłużyła na wszystko to, czego wysłuchała; serce jej się krajało i było jej przeraźliwie przykro, że ktoś nazwał ją w tak okropny sposób, szczególnie, że sądziła, że nie dała ku temu żadnych powodów, ani teraz, ani nigdy. Nie uważała jednak za stosowne prowadzenia jakiejkolwiek dyskusji w tej kwestii. Elfka jasno powiedziała, czego od niej oczekują. — Chodźmy stąd, Skalle. Jedźmy dalej.
                Była rada, że i tym razem przyjaciel bez sprzeciwu jej usłuchał.

*

                — Co to miało znaczyć?! — burknął pod nosem Skalle, kiedy już dosiedli swoich koni i podążyli lasem, zostawiając za sobą elfią stolicę.
                — Nie wiem — powiedziała głucho Svea. Nie wiedziała, co jej było, ale czuła się chora. Wciąż miała mdłości. Słowa Ishy wcale nie poprawiły jej nastroju. Nie bardzo rozumiała, skąd taka u niej agresja, ale rozsądek kazał powiązać dwa fakty, które ją tak straszliwie rozdrażniły: zbrodnię sprzed lat, o której wśród elfów się nie mówiło, oraz wspomnienie imienia Lorcana.
                — Żałuję, że mnie powstrzymałaś — burknął jeszcze Skalle.
                — I co byś zrobił, wdał się z elfką w pyskówkę? — zapytała sceptycznie. — Przecież wiesz, że nie pozwoliłabym ci zrobić jej krzywdy. Ani, oczywiście, odwrotnie. To było jedyne, co mogłam uczynić, byśmy rozstali się we względnym pokoju.
                — Nie jestem pewien, czy nazywanie cię w ten sposób można nazwać „rozstaniem w pokoju” — dodał cierpko wojownik. Svea westchnęła z pewną rezygnacją i pokręciła głową.
                — Nie wiem, czemu to ma dla ciebie takie znaczenie — powiedziała i posłała Skallemu w zamierzeniu pokrzepiający uśmiech. — To tylko słowa, w dodatku nieprawdziwe, oboje to wiemy, prawda?
                — Tak, ale to nie znaczy… —  zaczął, ale Svea spięła konia, zwróciła swoją klacz łbem do łba wałacha Skallego i wychyliła się do wojownika przez szyję zwierzęcia, przykładając mu chudy, blady palec do ust.
                — Oczywiście, że to nie znaczy, że ma prawo mnie tak nazywać — powiedziała spokojnie, z łagodnym uśmiechem na bladej, zmęczonej twarzy. — Ale od kiedy ludzie robią jedynie to, co im wolno?
                Pozwoliła temu pytaniu zawisnąć bez odpowiedzi i zwróciła konia z powrotem w stronę głównego traktu. Skalle jak zawsze podążył za nią. Światło z grotu jej włóczni oświetlało im drogę, a drewniana figurka na szyi przywarła do niej, jakby chciała ją objąć i pocieszyć.
                Svea podążała przed siebie w zamyśleniu, na wpół pogrążona w przygnębieniu, a na wpół w euforii. Bo oto wreszcie się czegoś dowiedziała i chociaż nie dowiedziała się nic, niemal zupełnie nic, to zarazem dano jej więcej, niż kiedykolwiek marzyła. Nie spodziewała się, by cokolwiek w tej kwestii się powiodło, a tutaj złapała jakiś ślad. Postanowiła, że tego nie zostawi. Że przekopie wszystkie biblioteki świata, by dowiedzieć się, co tutaj zaszło, skoro elfy nie chcą nic zdradzić.
                Nagle zatrzymała się tak gwałtownie, że koń Skallego omal nie wyrżnął w zad jej klaczy.
                — Co, na pokryte łuską jaja Fafnera… —  syknął wojownik, ale Svea uniosła lewą dłoń w uciszającym geście.
                Przez chwilę nic się nie działo, jednak potem rozległ się cichy trzask łamanych gałęzi. Z ciemniej kniei, na drogę tuż przed nimi wyłonił się blady, pokrzywiony elf Eol.
                Skalle popatrzył na niego ze szczerym zdziwieniem, Svea natomiast przyjęła to z nutą radości.
                — Coś się stało? — zapytała łagodnie dziewczyna. — Czy śledzisz nas po to, by się upewnić, że opuścimy wasze ziemie?
                Eol zwrócił głowę w jej stronę i przez chwilę milczał, a potem rzekł ostrożnie:
                — Chciałbym, żebyś poszła ze mną do ruin — odrzekł jej wreszcie, po cichu, jakby się lękał, że ktoś niepowołany go usłyszy. Svea to rozumiała: łamał w ten sposób prawo swojego ludu. Nie była przekonana, czy powinna mu na to pozwolić, dlatego zapytała:
                — A czy to na pewno jest właściwe? Ja nigdy nie poproszę o nic, co wymagałoby złamania czyichś zasad — zapewniła go, ale on tylko pokręcił głową.
                — Nie w tym rzecz — powiedział jej elf. — To znaczy, tak, to jest niezgodne z naszym prawem, ale nie lękaj się, duine, nie skażą mnie za to na śmierć. Są tacy, dla których to jest święte, jak Isha, ale ja… Ja myślę, że nie pójdziemy dalej, jeśli będziemy lękać się naszych umarłych przodków. Nie odważę się opowiedzieć ci o zbrodni, która stała się udziałem tego, którego zapomniane i przeklęte imię dziś przypomniałaś. Ale mogę pozwolić ci wejść. Może zobaczysz to, co cię interesuje, w końcu masz w sobie magię. Może to ci pomoże.
                Svea i Skalle wymienili zaskoczone spojrzenia. Svea jednak nie mogła powstrzymać wpełzającego jej na usta uśmiechu. Czy naprawdę los wreszcie, po tylu pełnych udręki latach, zaczął jej sprzyjać?
                — Będę twoją dłużniczką — zapewniła go wtedy, nie wierząc we własne szczęście. Eol skinął swoją bladą głową i poprowadził ich w las. Zostawili swoje konie, przywiązali je do drzewa i podążyli w ślad za elfem. Ten prowadził ich w milczeniu.
                — Może powinnaś wysłać list do arcymaga? — zaproponował jej nagle Skalle. — Wiesz, teraz już nie będziesz musiała się tłumaczyć, a wydaje mi się, że taki uczony jak on powinien co nieco wiedzieć.
                Twarz Svei momentalnie stężała.
                — Nie będę o nic pytać arcymaga — oświadczyła lodowatym głosem.
                Svea jako naiwna, łatwowierna i prostolinijna istota, kiedy arcymag oświadczył, że zaproponował cesarzowi Gronedonu jej kandydaturę na stanowisko nadwornego maga, była nieskończenie rada, że zapewniono jej przyszłość i pracę. Dopiero długie kilka dni później dotarło do niej, że to była zwyczajna, obrzydliwa próba przekupienia jej, aby milczała w sprawie prowadzonych w Akdameii nielegalnych eksperymentów nad transponowaniem dusz. Arcymag był stary i mądry, dlatego z całą pewnością doskonale wiedział, że ze Sveą groźbami nic nie wskóra — to jedynie pogorszyłoby w jej oczach jego sytuację, a i pewnie by ją sprowokowało do wyjawienia prawdy — dlatego postanowił zagrać na jej zasadach, być miłym, docenić ją, zapewnić o zasługach i okazać pokorę. Wiedział, jaka jest łatwowierna i z pewnością zdawał sobie sprawę, że wyżej policzy dobry uczynek niźli zły. I dokładnie tak się stało. Kiedy to wszystko do niej dotarło, było już za późno, aby cokolwiek zrobić. Musiała zresztą przyznać, że ostatecznie, mimo iż okazało się to wszystko wyłącznie wstrętnym przekupstwem, nie wyszła na tym źle. Mogłaby teraz, na cesarskim dworze, rzucić oskarżenie na arcymaga, ale wiedziała że sama tej wojny nie wygra, a toczyła przecież jeszcze inną, ważniejszą, i to o nią powinna się teraz martwić. O arcymagu i całej tej zakłamanej Akademii chciała raz na zawsze zapomnieć.
                — Nie wiem, czy w twojej sytuacji unoszenie się honorem jest wskazane — podsunął jej cierpko i, cokolwiek by nie rzec, nieco okrutnie, Skalle. Svea, chociaż poczuła się tym stwierdzeniem bardzo dotknięta, w duszy nie mogła się z nim nie zgodzić. Unoszenie się honorem było ostatnim, co powinna robić, nic jednak nie mogła na to poradzić. Na razie odepchnęła od siebie myśli o arcymagu, skupiając się na tym, że Eol właśnie dał jej szansę zrozumienia.
                Nagle elf zatrzymał się, a Svea o mało na niego nie wpadła, tak niewiele widziała w ciemności.
                — To tutaj, zaraz za linią drzew — szepnął elf, zwracając opatuloną czarną chustą głowę w jej stronę. — Pójdź i staraj się nie być na widoku. Nikt z naszego ludu tam nie chodzi, ale nie wszyscy są tak… otwarci jak ja. Nie każdy byłby rad wiedząc, że wpuściłem tam duine.
                 — Doceniam to Eolu i przysięgam, że jeśli tylko kiedyś będę miała okazję, to z radością ci się za to odwdzięczę — zapewniła go dziewczyna.
                — Wypełnij, co nam obiecano, a niczego więcej nie będę pragnął.
                Svea i Skalle ponownie wymienili spojrzenia. Serce zabiło jej mocniej i poczuła, jak ogarnia ją euforia. Rune energicznie skręcił się na jej szyi i Svea niemal czuła, jak w napięciu wbija jej pazurki w ciało.
                — A co takiego wam obiecano? — zapytała natychmiast. W jej głosie brzmiało napięcie. Dziewczyna aż trzęsła się na całym ciele.
                — Ty nie wiesz? — zapytał ją elf, a z kolei w jego głosie zabrzmiało przerażenie. — Nie wolno mi nic powiedzieć. Nie wolno, bo inaczej wszystko przepadnie. Na duszę Uaris, jak możesz nie wiedzieć?
                Svea zmilczała, a myśli galopowały w jej głowie jak stado przerażonych koni. Co to miało znaczyć? Może przepowiednia? Kto jak kto, ale ona nie zamierzała podważać głosu Proroków, przynajmniej tych dawnych. Pojmowała, że magia objawia się na najprzeróżniejsze sposoby — ona potrafiła wydajnie wykorzystywać własną energię, inni natomiast mogli widzieć przyszłość, która przecież, jak głosiła nowa, popularna w środowisku magiczno-naukowym teoria, że przyszłość to jedynie wydarzenia o pewnym prawdopodobieństwie wystąpienia, które z całą pewnością jakoś dałoby się obliczyć, a od czasu do czasu co bardziej prawdopodobne wersje wydarzeń dawały się niektórym zaobserwować. Nigdy jednak nie przypuszczała, by cokolwiek mogło dotyczyć jej. Sądziła, że jeśli w ogóle jej domysły miały cokolwiek wspólnego z prawdą, to wieszczba dotyczy bardziej Lorcana, a ona zaplątała się tam przez pomyłkę, podobnie nieszczęśliwą, jak ta, która doprowadziła do ich pierwszego spotkania przed ponad ośmioma laty.
                — Obiecano cię nam — powiedział jej wreszcie elf, widząc, że ona naprawdę nie ma bladego pojęcia o niczym, co przed chwilą powiedział. — Jesteś tą, która będzie nauczać i która poskromi bestię. Albo tą, która sprowadzi na nas śmierć.
                — Co takiego?
                — Nie wolno mi nic powiedzieć — bąknął elf, odwracając głowę.— I tak wypaplałem zbyt wiele.
                — Jaką znowu bestię? — zapytała. Rozpaczliwie pragnęła się czegoś dowiedzieć, czegokolwiek, choć prawdziwie i szczerze przerażały ją słowa elfa.
                — Nie wiem nic na ten temat. — Elf wzruszył chudymi ramionami. — Nie wiem nic więcej. Nie wolno mi powiedzieć nic ponadto. To jest coś, co wiemy wszyscy. To nie jest tajemnicą. To mogłem ujawnić — powiedział jeszcze, jakby sam siebie chciał przekonać, że nie popełnił błędu. — Idź już. I proszę, nie daj się zauważyć.
                Svea, choć roztrzęsiona i przestraszona, skinęła głową.
                — Chodź ze mną, Skalle — poprosiła, a wojownik oczywiście nie odmówił. Svea złapała go za wielką, szorstką dłoń i we dwoje nieskończenie ostrożnie stawiając każdy krok, udali się w stronę ruin.
                Pałac, choć wyraźnie był zaniedbany i nadgryziony zębem czasu, nadal wydawał się Svei majestatyczny. Delikatne łuki wciąż wznosiły się nad ich głowami, choć porośnięte już mchem i bluszczem. Gdzieniegdzie biały kamień zaczął się kruszyć; tu i ówdzie na jego gładkich ścianach pojawiły się pęknięcia, a marmurowe schody pokryte były grubą warstwą liści, piachu i pyłu. Panowała tutaj niemal nieprzenikniona ciemność, rozświetlana jedynie bladym światełkiem sączącym się leniwie z włóczni dziewczyny. Było ponuro i przeraźliwie zimno.
                Szybko przemknęli po otwartym polu, nieostrożnie stawiając kroki i dopadli prowadzących do rozsypującego się pałacu schodów.
                Kiedy tylko jej stopa dotknęła białego marmuru, ciało Svei przeszedł bolesny dreszcz, zupełnie jak wtedy, przed ośmioma laty, kiedy po raz pierwszy wyciągnęła do Niego dłoń i ośmieliła się Go dotknąć. Pamiętała to wyraźnie, jakby zdarzyło się nie dalej niż wczoraj. Przerażający strach tamtego wydarzenia wisiał nad nią niczym katowski topór przez kolejne osiem długich lat.
                — On tutaj był — wyszeptała wtedy do Skallego. Usta jej drżały. Do tej pory tak długo, jak była z dala od niego, z dala od Saarthal, to wszystko wydawało jej się jak sen, jak gdyby Lorcan był tylko zjawą, nawiedzającą ją raz w roku w koszmarach. Ale kiedy musiała tam pójść, koszmar natychmiast stawał się przeraźliwie realny. Od ostatniego takiego spotkania minęły już cztery miesiące i Svea zdążyła dojść do siebie. Wizyta tutaj, w elfim mieście Dêneroth, w mieście, w którym cień Jego obecności wciąż był żywy, sprawiła, że to wszystko na powrót stało się realne. I On stał się realny — zawsze był dla niej tylko demonem, istotą z koszmarów, nierzeczywistą i oderwaną zupełnie od prawdziwego świata, a jednak teraz czuła, wiedziała, że był prawdziwy; że przed laty żył tutaj i kroczył tymi samymi schodami, którymi i ona teraz podążała.
                Co tu się stało? Echo dawnej magii i przesiąkniętych nią wydarzeń aż huczało w pustych ścianach pałacu. Każdy mag z łatwością by to wyczuł.
                Czuła strach, jakim przepełnione było niegdyś to miejsce, podobnie jak nienawiść, jaka zrodziła się w sercach ludu z Dêneroth i całej Puszczy. Wyczuwała ich ból i potoki przelanej krwi.
                Aż się wzdrygnęła, kiedy weszli ze Skallem do środka.
                Dostrzegała Go w każdym cieniu, w każdym ciemnym kącie, jakby czekał na nią w ukryciu, jak w swojej ciemnej, mrocznej głębi w Saarthal. Każdy kolejny krok stawiała z rosnącym lękiem, choć w jej głowie tkwiła gdzieś świadomość, że Jego tu nie ma, że to jedynie tragiczne echo dawnych wydarzeń, nic ponadto. Mimo to, nie czuła się bezpiecznie.
                Skupiła się i pozwoliła duszy tego miejsca przepłynąć przez siebie; otwarła się na nią, na całą jej istotę, chcąc poznać prawdę.
                Ujrzała Go przez chwilę, w swojej głowie, dokładnie tu, gdzie teraz stała; ujrzała Go klęczącego na jedno kolano, w zbroi z ciemnego metalu i długim, czarnym płaszczu z księżycem i gwiazdami, haftowanymi na nim srebrną nitką i z prawdziwie wspaniałym kunsztem. Widziała Jego bladą twarz, o mocnych, ostrych rysach; Jego spiczaste uszy i zatknięty za jedno z nich kosmyk czarnych niczym skrzydła kruka włosów.
                Odsunęła się o krok, wystraszona tą wizją i Jego obecnością, a wtedy obraz rozwiał się w nicość.
                 — Co się stało? — dotarło do niej pytanie Skallego.
                — Był tu — powtórzyła. — Widziałam go. Spróbuję jeszcze raz.
                Spróbowała się uspokoić, by znów móc wczuć się w atmosferę tego miejsca. Poczucie bólu było tutaj bardzo silne. Przygnębiało ją przebywanie tutaj, ale pojmowała, że to jej jedyna, niepowtarzalna szansa. Uspokoiła się na tyle, że serce przestało jej jak szalone łomotać w piersi. Zmusiła się by zapanować nad drżeniem rąk i znów pozwoliła myślom płynąć.
                Znów Go zobaczyła, tym razem o kilka kroków dalej, przed nimi, na podwyższeniu. Dookoła siebie dostrzegała niewyraźne cienie, które z całą pewnością reprezentowały innych elfów. Mogłaby ich ujrzeć, gdyby zechciała; nie po to jednak tu przyszła. Puściła dłoń Skallego i postąpiła ostrożnie o kilka kroków do przodu.   
                Stał tam, może niewysoki, ale ciągle wyższy od niej o głowę, wyprostowany, dumny i silny, otoczony aurą niezmierzonej charyzmy i autorytetu, choć młodszy, niż go pamiętała i bardzo pewny siebie. Czarne jak bezgwiezdna noc włosy opadały mu na ramiona, częściowo związane z tyłu głowy. Na jego bladej, wykrzywionej szpetnym wyrazem samozadowolenia twarzy błąkał się delikatny uśmiech. Ciemne, łukowato wykrojone brwi nadawały jego obliczu nieco szlachetności, choć sama była dość ostra, o mocnych, zdecydowanych rysach. Na głowie miał delikatną, skromną i prawdziwie elfią koronę, wykutą z dwóch metali: ciemnego i jasnego, srebrzystego, skrzącego się światłem gwiazd.
                A potem w jednej chwili serce niemal stanęło jej w piersi, kiedy uniósł na nią wzrok. Nie mogła się pomylić; spoglądał wprost na nią, wprost w jej oczy, wielkie i wystraszone, a ona bała się, że w tym spojrzeniu utonie. Jego przeraźliwie jasne, bladozielone oczy utkwione były w niej nachalnym, palącym wzrokiem, pod którym niemal wiła się w bólu.
                Po chwili na jego twarz wpłynął uśmiech — blady, delikatny, odznaczający się jedynie uniesieniem samych kącików, jednak dostatecznie wyraźny, by można było bez problemu go dostrzec. Czaił się w nim cień wesołości i kpiny. Bardzo dobrze znała ten wyraz twarzy; często spoglądał na nią w taki właśnie sposób. Jakby Go bawiła. Jakby jej ból Go bawił.
 Kiedy dotarło do niej przerażająca prawda, że On ją widzi, że uśmiecha się do niej, że jakimś cudem ją dostrzegł, w popłochu cofnęła się o kilka kroków, potykając o własne nogi i przewracając na ziemię.
— Skalle, musimy stąd uciekać! — szepnęła rozpaczliwie, łapiąc wojownika za ramię. — On mnie widział! On wie, że tu jestem! Och, bogowie, on wie, on wie, wszystko wie…
Choć obiecała sobie, że wreszcie znajdzie w sobie odwagę i sprosta wszystkiemu, co mogłoby ją tu spotkać, nie była gotowa na świadome spojrzenie mu w twarz. Nie była gotowa na to, że On może ją ujrzeć. Nie była gotowa, by zaakceptować, że On może śledzić każdy jej krok, choć zrozumiała, że to już dawno temu powinno stać się dla niej oczywiste.
Nie mogła się opanować i rozpłakała się; płakała głośno, histerycznie, a jej ciałem targały niemal bolesne spazmy. Była przerażona tym, co się stanie, kiedy następnym razem uda się na północ. Drżała ze strachu na samą tylko myśl, co On jej zrobi za to, że śmiała tu przyjść, że śmiała poszukiwać prawdy. A może nic jej nie zrobi. To było najgorsze; Svea nigdy nie wiedziała kiedy i za co spadnie na nią cios. To było Jego narzędzie do uczynienia z jej życia piekła nawet przez ten długi czas, kiedy przebywała o pół świata od Niego. I było to przeraźliwie wprost skuteczne.
— Uspokój się, maleńka, to niemożliwe — zapewnił ją Skalle, obejmując i uspokajająco głaszcząc po głowie. — Wiesz, że nie może wyjść. Ciągle tam tkwi i będzie tam tkwił do usranej śmierci, jeśli taka w ogóle kiedykolwiek dla niego nadejdzie. Jesteś teraz najzupełniej bezpieczna.
— Skalle — jęknęła dziewczyna, unosząc na niego zapuchnięte, zaczerwienione oczy. — Ja wiem, że on mnie widział! Jeśli cokolwiek wiem na pewno to to, że jeśli mówimy o magii, to nic nie jest niemożliwe.
Nie znalazł na to żadnej odpowiedzi. A ona wprost trzęsła się ze strachu. Nie była na to gotowa. Nigdy nie była gotowa na to, by przed Nim stanąć, ale zawsze w jej głowie tkwiła przynajmniej myśl o tym, kiedy to się stanie. Ujrzeć go tak nagle, bez ostrzeżenia, niespodziewanie, było dla niej nie do zniesienia, zupełnie wytrąciło ją z kruchej równowagi, którą do tej pory udało jej się zbudować.
— Chodźmy stąd, maleńka — odezwał się Skalle i zmusił ją, żeby wstała. Svea dała sobą pokierować, zupełnie jak bezwładna kukła, a nie żywa kobieta. — No już, uspokój się. Nic się nie stało. Jesteśmy tutaj tylko my. Nie musisz się bać.
Pozwoliła się prowadzić i z trudem stawiała kroki. Magiczne światło, płynące do tej pory z jej kostura, zupełnie zgasło; dla Skallego było to wystarczającym dowodem, jak straszliwie wstrząsnęło nią to, co ujrzała.
Nie mogła dojść do siebie. Nadal czuła na sobie Jego wzrok, nadal widziała jego uśmiech i doprowadzało ją to na skraj rozpaczy. Nie była gotowa. Nie była gotowa nawet, aby na Niego spojrzeć, a co dopiero, aby Mu się sprzeciwić! Nie miała pojęcia, że okaże się tak głupia i bezużyteczna, że stać ją na tak niewiele. Nie była warta tego, aby się od niego uwolnić, skoro nawet nie potrafiła o to należycie zawalczyć.
Powiedziała to na głos; to, jak i o wiele więcej. Posunęła się nawet do stwierdzenia, że może zasługuje na wszystko, co dostała, skoro i tak nic nie potrafi sama zrobić. Może to nauczka za naiwność i za to jak łatwo dawała sobą manipulować. A może w taki właśnie sposób bogowie postanowili ukarać ją za jej tchórzostwo, gdy przed ośmioma laty tak rozpaczliwie nie chciała się pogodzić ze swoją śmiercią. Może to uczciwa cena za darowane jej życie, którą powinna z pokorą płacić, zamiast próbować się wyłgać. W końcu zgodziła się na Jego warunki, nawet jeśli postawione po fakcie. Zgodziła się na to i winić mogła wyłącznie siebie.
Skalle zatrzymał się wtedy i popatrzył na nią z góry, a Svea ujrzała w jego oczach coś, czego jeszcze nigdy, jak żyła, nie zdarzyło jej się widzieć: złość. Na nią.
— Svea — zaczął złowrogim tonem, marszcząc gniewnie kosmate, rude brwi i groźnie strzygąc wąsem. — Posłuchaj no ty mnie teraz. Jeszcze raz usłyszę od ciebie coś podobnego, to przysięgam ci, że przetrzepię ci skórę. Nie żartuję, nie rób takich wielkich oczu. Rozumiem, że ci ciężko, ale na bogów, nie będziesz brała winy na siebie! Nie pozwolę ci na to i wierz mi, że natłukę ci jeszcze do głowy co nieco na temat tego, kto tu jest winny — fuknął, po czym dodał gniewnie: —  Trzeba drania zabić, od dawna to mówię. I trzeba wziąć się w garść i znaleźć sposób. Za długo się nad sobą użalaliśmy, maleńka. Pewna mądra baba powiedziała mi niedawny czas temu, że jeśli o magię chodzi, to nie ma rzeczy niemożliwych. No więc, skoro tak, to nie ma na co czekać.
Choć najpierw przeraził ją swoimi szorstkimi słowami, to teraz nie była w stanie powstrzymać uśmiechu. Skalle miał rację. Coś trzeba było zrobić. Oczywiście nie ręczyła, że sposób istnieje, ale musiała żyć nadzieją, że tak i że kiedyś go znajdzie. Inaczej równie dobrze mogła zupełnie się poddać i grzecznie przystać na wszystkie stawiane jej warunki i żądania.
Oczywiście, że Svea w głębi serca wiedziała i najzupełniej rozumiała, że żadna z rzeczy, które jej się przytrafiły, nie była jej winą — począwszy od tego, jak przedwcześnie stanęła na skraju śmierci, poprzez to, jak nie pytając jej o zdanie uleczono ją, a potem kazano płacić za ratunek straszliwą cenę. Na żadną z tych rzeczy Svea się nie zgodziła – nie w pełni świadomie – i zawsze wyraźnie o tym przypominała – w ciemno przysięgła spłacić dług, bez żadnej wiedzy o tym, co będzie musiała uczynić. Niemniej jednak pilnowano, by wywiązała się z narzuconej na nią umowy. Nie była w stanie się sprzeciwić, ale to nie znaczyło, że należało się poddać.
Jej rozmyślania przerwał Rune, skręcający się na jej piersi niemal w spazmach i wbijający w jej skórę swoje ostre pazurki.
— Skalle, coś się dzieje — powiedziała cicho, niemal szeptem, unosząc zapłakane oczy i wytężając wzrok. Ciężko jej jednak było cokolwiek wypatrzeć w ciemności.
— Słyszysz coś? — zapytał ją, natychmiast przypominając sobie o należytym zachowaniu czujności.
— Nie — powiedziała cicho.
Wzrok Skallego momentalnie przesunął się na spoczywającego na jej piersi wyrzeźbionego z drewna człowieczka.
— Znowu ten twój drewniany padalec?
— Nie mów tak o nim! — ofuknęła go dziewczyna, jednocześnie sięgając po figurkę i przygarniając ją do siebie niemal czułym gestem. — On żyje. Nie wiem, ile rozumie, ale coś mi się zdaje, że dostatecznie dużo, by pojąć, że ktoś go obraża!
Skalle nie zdążył jej odpowiedzieć, ponieważ tuż przed jego oczami śmignęła strzała.
Svea nie zdążyła się uchylić; była tak samo zaskoczona, jak on, a może nawet i bardziej. Nawet nie widziała tej strzały; wyraźnie natomiast poczuła piekący ból, promieniujący z jej lewego boku. Powoli, z pewnym lękiem, opuściła wzrok i ujrzała rosnącą zwolna plamę szkarłatnej krwi na jej jasnej, błękitnej tunice.
Uniosła dłoń i przyłożyła ją do rany. Aż syknęła z bólu. Z radością stwierdziła jednak, że rana jest płytka i poza tym, że boli i zostanie blizna, raczej nic jej nie będzie.
Kolejna strzała nadleciała niepostrzeżenie; Svea słyszała syk przecinanego jej grotem powietrza, kiedy znalazła się o cal od niej. Tym razem była gotowa.
Sycząc po cichu z bólu uniosła dłoń, w ułamku sekundy sięgnęła do swojego wewnętrznego ciepła, do źródła nieskończonej energii, do magii, która krążyła w jej żyłach i która była z nią zawsze, od dnia jej narodzin. Pozwoliła mocy przez siebie popłynąć, czując rozchodzące się po jej zbolałym ciele przyjemne ciepło i drżenie. Powietrze zadrżało, kiedy strzała gwałtownie zatrzymała się, jakby trafiła w niewidzialny mur, a potem momentalnie opadła na ziemię. Skalle zbliżył się do niej, jakby lękał się, że Svea ochroni jedynie siebie. Nonsens; nigdy nie zostawiłaby go na pastwę losu.
— Jesteś cała? — zapytał ją.
— Tak, to nic — machnęła ręką, a kolejna strzała odbiła się od stworzonej przez nią magicznej bariery. — Ilu ich jest?
— Niewielu — oświadczył, próbując skryć się za o co najmniej połowę od niego mniejszą Sveą, kiedy dostrzegł kolejną strzałę. Dziewczyna pewnie zaśmiałaby się na ten jego brak zaufania do magii, tak typowy dla wszystkich Nordów, gdyby nie to, że byli w opałach. Mogła utrzymywać barierę przez długi czas, ale jeśli elfy zaatakują ich bezpośrednio, będzie musiała przejść do drastyczniejszych środków. Bardzo tego nie chciała.
Kiedy wyszli na schody, a światło płynące z jej włóczni rozbłysło mocniej, rozświetlając swoim blaskiem podnóże wejścia aż po linię pierwszych drzew, zamarła w tak wielkim szoku, że niemal zapomniała o utrzymywaniu chroniącej ich bariery.
Powieszony za ręce na linie przywiązanej do dwóch drzew, zwisał przed nimi Eol. Mdłości, jakich Svea doznała na jego widok, niemal zwaliły ją z nóg; blady brzuch miał rozpruty, a wnętrzności wylały się z niego, tworząc obrzydliwy, krwawy stosik tuż pod jego pokrwawionymi stopami. Wstrętny odór krwi uderzył w nozdrza Svei tak mocno, że niemal czuła, jak treść pustego już przecież żołądka podchodzi jej do gardła.
— Kurwie syny… —  wycedził Skalle, podążając za wzrokiem Svei.
— To twoja wina, Mącicielko! — Do uszu dziewczyny dobiegło wołanie Ishy. — Tyś go skłoniła do zdrady! Kazaliśmy ci odejść, ale nie usłuchałaś — powiedziała twardo, długim, cienkim mieczem wskazując ciało zamordowanego Eola — i sprowadziłaś na niego zgubę tak, jak sprowadzisz ją na nas wszystkich!
— Nie kazałam mu za mną iść! — odkrzyknęła jej Svea. Wiedziała, że nie powinna się wdawać w dyskusję. Wiedziała, że nie ma to żadnego sensu, bo tego, co elfka sobie uroiła, nie da się tak łatwo wybić z głowy, ale nie potrafiła nie odpowiedzieć na takie absurdalne zarzuty. Svea nigdy nikogo by umyślnie nie skrzywdziła. Tym bardziej nie namawiałaby nikogo do uczynienia czegoś wbrew sobie i swoim przekonaniom. Nie mogłaby spojrzeć sobie w twarz, gdyby głośno o tym nie zapewniła. — O nic go nie prosiłam!
— Popatrz, co na niego sprowadziłaś!
— To nie jej ręce trzymały nóż, który rozpłatał mu trzewia. — Rozległ się za ich plecami spokojny, stanowczy głos.
Svea odwróciła się gwałtownie, a wraz za nią Skalle. Po schodach, z rozpadającego się pałacu, szedł w ich stronę elf — blady, pokrzywiony, jak pozostali, jednak Svea czuła, że ten się od pozostałych różni. Czuła magiczną energię, która go otaczała; to był potężny mag, natychmiast zdała sobie z tego sprawę. Szedł w ich stronę powoli, z wyraźnym trudem, jakby chodzenie na zdeformowanych nogach sprawiało mu więcej bólu niż innym. Tak też pewnie było; łowcy z pewnością ruszali się więcej i więcej przebywali w marnym choćby świetle niż mag, który najpewniej całe życie spędził w ciemnościach miasta. Ciało obleczone miał powłóczystą, ciemną i bezkształtną szatą, a głowę zawiniętą chustą, haftowaną w bajeczne, srebrne wzory. Svea nie mogła pojąć, jak ślepe elfy zdołały je wykonać, nie był to jednak ani czas, ani miejsce, by o to zapytać.
— Panie — wydusiła z siebie Isha, padając na kolana. W jej ślady natychmiast poszedł drugi elf, jak sądziła Svea, Oriel. — Ona… To ohydne, nieczyste stworzenie przyszło tu i zaczęło opowiadać…
— O Starym Królu —  przerwał jej elfi mag. — Wiem. Ale ty powinnaś chyba wiedzieć, że jej los nie jest i jeszcze długo nie będzie przesądzony.
— Panie — mówiła dalej Isha. Głos zaczął jej drżeć. Svei zrobiło się jej żal. W pierwszej chwili, kiedy ujrzała zmasakrowane ciało Eola, zapałała do Ishy szczerą, gorejącą w jej sercu nienawiścią, ta szybko jednak ustąpiła. Svea czasami myślała, że nie potrafiła prawdziwie nienawidzić, choć zdawało jej się to chore i nienaturalne. Teraz było jej Ishy żal; z jej drżącego głosu wyczytała, jak trudne było dla niej to, co uczyniła Eolowi. Svea pojęła, że postąpiła tak wyłącznie dlatego, że prawdziwie i szczerze lękała się jej, Svei, i tego, co — wedle jej słów — mogła zrobić.
Svea nic nie rozumiała, a cała ta sytuacja wydawałaby jej się wręcz śmieszna, gdyby nie piekąca rana na jej boku oraz, co gorsza, zwisające z drzew ciało Eola.
To była jej wina, Isha miała rację. Gdyby nie pchała się tam, gdzie jej nie chcą, to Eolowi nic by się nie stało. On zapłacił cenę za jej błąd.
— Co to wszystko znaczy? — zapytała ze złością Svea, a mag uniósł chudą, szponiastą rękę w geście mającym ją uciszyć. Posłusznie zmilczała.
— Isha musi ponieść karę za zbrodnię dokonaną na jednym z naszych — powiedział krótko mag.
Svea zrozumiała, że on Ishę zabije. Taka będzie jej kara. Czy sprawiedliwa? Tego Svea nie mogła i nie chciała ocenić. Ale przede wszystkim nie mogła pozwolić, by więcej krwi zostało przelane z jej powodu.
Nim Skalle jakkolwiek zdążył na to zareagować, wbiegła pomiędzy maga, a Ishę.
Czar elfiego czarownika był potężny i niszczycielski — Svea natychmiast poznała w nim magię zniszczenia. Z głuchym hukiem rozbił się o jej barierę, rozświetlając mdłym, fioletowoszarym światłem mrok puszczy i wszystkich obecnych. Jego energia aż nią zachwiała.
Kiedy światło przygasło, Svea uznała, że wprawiła ich w dostateczne osłupienie, aby nie było kolejnej próby. Pozwoliła barierze się rozpłynąć i w napięciu spoglądała na elfiego czarownika. Ten natomiast w bardzo koci sposób przechylił głowę, tak jakby chciał się jej przyjrzeć z zaciekawieniem. Svea odnosiła dziwne, nieprzyjemnie wrażenie, że mag pomimo ślepoty doskonale ją widzi.
— Dlaczego wchodzisz pomiędzy pana a jego poddanych? — zapytał ją, lecz w jego głosie brzmiał nieskończony wprost spokój. — Dlaczego sprzeciwiasz się sprawiedliwej karze?
— Sprawiedliwej? — zapytała cicho dziewczyna. — Taka zbrodnia zasługuje na karę, to oczywiste, ale chociaż moje serce krwawi na myśl o tym, co spotkało biednego Eola, nie mogę pozwolić, aby więcej krwi zostało przelane z mojego powodu. Eol zginął, bo postanowił mi pomóc. Isha zginęłaby, ponieważ Eol postanowił mi pomóc, a ona postanowiła go ukarać. To wciąż byłaby śmierć z mojego powodu.
— Ta śmierć byłaby karą za zabójstwo dokonane na bracie.
— Z mojego powodu! — zawołała niemal ze złością dziewczyna. — Gdybym tu nie przyszła i nie wypytywała, nie doszłoby do tego. To moja wina. Nie pozwolę, by jeszcze ktokolwiek zginął — dodała stanowczo, po czym odwróciła się i spojrzała na klęczącą za nią Ishę. Ta uniosła głowę i nasłuchiwała rozmowy pomiędzy Sveą a magiem w okropnym napięciu, drżąc na całym ciele.
— Zatem nie chcesz, żeby ją karać? — zapytał ją spokojnie i uprzejmie mag.
Svea odnosiła okropne wrażenie, że elf z niej kpi. Jakby zadawał te wszystkie pytania wyłącznie po to, by się z niej naigrywać. Wcale nie zdziwiłaby się, gdyby tak było. Wiele razy już usłyszała, że czasami w swojej uczciwości jest po prostu śmieszna. I pewnie wszyscy ci ludzie, którzy kiedykolwiek jej to powiedzieli, mieli absolutną rację.
— Tego nie powiedziałam — odrzekła Svea, której głos nagle stał się chłodny. Zawsze dawała się sprowokować. Zawsze. — Ale śmierć nie jest rozwiązaniem. To żadna kara. Chyba, że dla tego, za którego sprawą się ona dokonuje.
Ku jej wielkiemu zdziwieniu, mag roześmiał się cicho na te słowa. A potem zwrócił głowę w stronę roztrzęsionej Ishy.
— Wstań, kobieto — powiedział jej stanowczo, a Isha, choć wciąż roztrzęsiona, nie śmiała nie usłuchać. — Czy słyszałaś słowa tej duine?
— Tak, panie — odpowiedziała cicho, nie śmiejąc podnieść głowy.
— I co o nich myślisz? — zapytał ją spokojnie. Isha długą chwilę myślała.
— Dokonałam wyboru — rzekła wreszcie. — Osądziłam ją. Ryzyko jest… zbyt wielkie, by pozwolić jej żyć. To moje zdanie. Przyjmę śmierć z godnością, wierząc, że robiłam tylko to, co uznałam za najlepsze.
— Słyszałaś, duine? — zapytał ją mag. — Ona nie widzi w tej karze nic złego. Jest gotowa ją przyjąć.
— A czy to naprawdę będzie właściwa kara? — odpowiedziała pytaniem Svea. Zaraz się zreflektowała. — Nie zamierzam decydować za was. Kiedy odejdę, i tak uczynicie, co zechcecie. Ale chcę powiedzieć, że tak długo, jak tu jestem, się na to nie zgodzę. Śmierć nigdy nie jest dobrym wyjściem — powiedziała i uświadomiła sobie, na jaką hipokrytkę wyszła, przynajmniej sama przed sobą. Nie dalej, jak parę chwil temu rozmawiała ze Skallem o zabójstwie Lorcana. Musiała odwrócić wzrok. Postanowiła jednak trwać przy swoim, skoro już się z tym wyrwała. — Widziała we mnie zagrożenie.
— A stanowisz zagrożenie? — zapytał ją mag i Svea uznała to za bardzo dobre pytanie.
— Nie wiem, ponieważ nikt z was nie chce mi wyjaśnić tego, co mówicie!
— Nie wolno nam.
— Tyle to już wiem – fuknęła. — Nie wiem, czy jestem zagrożeniem, ale wiem jedno: nigdy nikomu umyślnie nie wyrządziłam i nie wyrządzę krzywdy. – Obrzydzenie do siebie i swojej własnej hipokryzji narosło w niej tak bardzo, że stało się niemal nie do zniesienia. – O ile to cokolwiek znaczy. Ubolewam nad śmiercią Eola i nie pogodzę się z tym, że byłam jej powodem. To ja powinnam zostać ukarana. Nie Isha.
Mag milczał długą chwilę, a potem wyrzekł zdanie, które sprawiło, że coś we wnętrzu Svei pękło.
— Ty z pewnością ponosisz już swoją karę, duine.
Svea wiedziała, że oni znajdą odpowiedzi. Byliby w stanie wiele jej wyjaśnić, gdyby tylko zechcieli.
— Być może — powiedziała na to sucho.
Po tych słowach zapadła pełna napięcia cisza, w której nieustannie czuła na sobie wzrok maga.
Wreszcie ten odwrócił głowę w stronę Ishy i rzekł:
— Orielu — powiedział cicho. — Zaprowadź Ishę do kopalni. Jeśli duine bierze winę na siebie i prosi, by złagodzić karę, niech tak będzie. Isha odpracuje swoje winy.
— Jak długo? — zapytała wtedy cicho Svea.
— Całe życie.
Oriel odprowadził Ishę, która już więcej nie próbowała ani atakować, ani obrażać Svei ani w ogóle nikogo.
— Co się stanie z Eolem? — zapytała jeszcze dziewczyna. — I Orielem?
— Eol spocznie pomiędzy naszymi braćmi. Na pewno nie jako zdrajca — dodał mag, wiedząc, że taka właśnie była intencja pytania zadanego przez Sveę. — Oriel też zostanie ukarany, ale lżej niż Isha. To nie on dokonał zbrodni, jednak kara za to, że jej nie zapobiegł, również musi go dosięgnąć.
— Rozumiem — mruknęła dziewczyna w przygnębieniu. Czuła się straszliwie winna, że swoją ciekawością doprowadziła do tak tragicznych wydarzeń, pojmowała jednak, że teraz już nic nie dało się w tej kwestii uczynić. — Czy mogłabym… Czy powinnam… Chciałabym pomóc w jego pochówku — wydusiła z siebie wreszcie.
— Nie, duine. Tym mogę zająć się tylko ja.
— Rozumiem —  powtórzyła. —  Myślę, że dość już namąciłam i powinniśmy odejść.
— I ja tak uważam. — Mag skinął poważnie głową i Svea uznała rozmowę za zakończoną. Odwróciła się i powoli, powłócząc nogami, zeszła do Skallego.
— Chodźmy — powiedziała cicho, prawdziwie przygnębiona. Skalle nie odpowiedział jej, zamiast tego bez słowa za nią podążył.
— Duine? — zawołał za nią mag. Svea odwróciła się. Wciąż stał na schodach. Odniosła wrażenie, że wymaga to od niego wiele wysiłku. — Nie przestawaj szukać. I nie zbaczaj ze ścieżki, którą kroczysz. Broniłem cię i mam nadzieję, że nie uczyniłem tego nadaremno.
Svea skinęła tylko głową, choć czuła narastającą irytację tym, że rzucano jej ochłapy wiedzy, o którą przyszła prosić, na każdym kroku przypominając, że więcej nie dostanie. Ale nie była niewdzięczna i doceniła to, że w ogóle czegokolwiek się dowiedziała. Teraz, kiedy ujrzała Jego obraz tutaj, w domu elfów, przynajmniej stał się dla niej kimś realnym, a nie tylko zjawą z koszmarów, jak to było do tej pory.
Nic magowi nie odpowiedziała. Złapała Skallego za rękę i pociągnęła go za sobą w stronę drzew, mając nadzieję, że trafi do koni nie gubiąc się w głuszy.




1 elfie określenie na człowieka
2 określenie na wojownika
3 określenie na maga
4  powitanie

50 komentarzy:

  1. Ulala, to dopiero jest długi rozdział! Aż z ciekawości sprawdziłam, dziesięć tysięcy słów - no nieźle. Będzie co komentować. Żeby nie zapomnieć, spisywałam aż sobie uwagi do notatnika w trakcie czytania xD.
    Początek troszkę usypiający, ale po przeczytaniu całości, naprawdę to doceniam, bo niespodziewałam się takiego brutalnego finału. Dobrze rozegrane, ale ja może zacznę od mało istotnych kwestii.
    A więc moja kolej na wypisywanie z pamięci imion. Niech będzie. Skalle, Isha, Eol i Oriel. No i Lorcan, ale rasy Svei wciąż nie jestem w stanie... Karjelaańczycy? Echem, nauczę się tego. Kiedyś.
    Wracając do Skalle’a - chciałabym, aby jego miłość nie była czysto ojcowskim uczuciem, jak to się Svei wydaje. Może to, że póki co jest ona taka naiwna i łatwowierna, ma też wpływ i na tę kwestię. Ciekawie byłoby się kiedyś dowiedzieć, że jednak się w niej podkochuje, mimo różnicy wieku itd.
    Naszyjnik z człowieczkiem (RUNE!) - dostrzegam tutaj jakieś nawiązanie do wiedźmieńskiej sagi? Nie przepadam za Sapkowskim, ale w gry to się grało i wciąż od czasu do czasu się pyka, a amulet wilka to tam całkiem użyteczna rzecz :D.
    Z kolei Pierwszy Lud kojarzy mi się z sagą Pieśni Lodu i Ognia, gdzie występowali Pierwsi Ludzie, ale to chyba tylko przypadek.
    Czy ten Cynedor (tę nazwę już musiała zapisać) to nazwa kontynentu? Czy przedobrzyłam w interpretacji? Może kraina? Jestem ciekawa, skąd się wzięła ta nazwa, ma jakąś genezę?
    Co jeszcze mnie ciekawi - czy język elfów jeszcze się pojawi i czy masz jakieś podstawy, na których go stworzyłaś, czy będzie raczej występował w formie pojedynczych zwrotów jak w tym rozdziale czy ukaże się w pełniejszej, naturalnej formie?
    Same elfy. W końcu nie są hiper-piękne jak wszędzie ich takimi rysują. No, przynajmniej ten szczep, ale to już coś! Zwykle brzydcy są orkowie, trolle, jakieś krasnoludy i inne, mniej znaczące albo typowo złe istoty.
    Choć Isha wbudziła we mnie gniew, to nie mogę jej odmówić charakterku. Najbardziej wyróżnia się z tria i przyznaję, podoba mi się jako postać z krwi i kości - oczywiście, jako jedynie bohaterka epizodyczna, ale wciąż : D. Nogi z dupy bym jej powyrywała. Dobra robota!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz będzie typowe ględzenie (czyt. dziwactwo), uprzedzam z góry. Sprawa tyczy się opisów. Raz używasz słów pokroju "haust" i "rachistyczny", a raz rzucasz "naczynia krwionośne". Nieco psuje to odbiór. Zwracam na to uwagę, bo sama miewam z tym problem. Dla przykładu: przy opisywaniu pobicia Abla musiałam zmienić "pozycja embrionalna" na "kulenie się jak pies", mimo że to drugie brzmi o wiele gorzej, to bardziej oddaje klimat "bójki" dzieciaków. Czujesz różnicę? Niektóre słowa po prostu nie pasują do danych sytuacji. Tutaj te "naczynia krwionośne" mnie zastanowiły, bo akcja rozgrywa się w średniowiecznych (?) czasach - chwilę wcześniej jest wzmianka o łukach i mieczach, a nie jakiś nowoczesnych pierdołach pokroju komputery, broń palna itp. Te naczynia krwionośne są po prostu za nowoczesne xD.
      Lorcan - no ten gnojek już mi się podoba. Mam taki dziwny pociąg do czarnych charakterów, nie wiem skąd mi się to bierze, ale zawsze intryguje mnie aura tajemniczości, jaką się otaczają. On to ma i od razu skojarzył mi się z kilkoma znanymi villainami (choćby Euron Greyjoy z wyżej wspomnianej sagi Pieśni Lodu itd. albo Loki z uniwersum marvelowskiego). Zapowaida się niezły skurwesyn (nie mogłam się powstrzymać :D).
      Wzmianka o arcymagu również bardzo mi się podobała. W iście niemarysuiskim stylu oplułaś Sveę i ja to doceniam.
      No i dochodzimy do jednego z dwóch fragmentów, o których muszę napisać jak piekielnie mi się podobały. Cała akcja wewnątrz ruin - dokładnie tak jak powinno być. Dopiero wtedy poczłam prawdziwy klimat tego miejsca i aż mnie ciarki przeszły. A już opis przeżyć Svei najbardziej mnie urzekł, zwłaszcza fragment, w którym zdaje sobie sprawę, że Lorcan ją widzi/wie, gdzie jest.
      Drugi fragment to oczywiście krótsza scena z Ishą i wzmianka o Eolu. Bardzo wstrząsający finał, doceniam, podobało mi się i mam nadzieję, że nie będziesz tak postępować tylko z epizodycznymi postaciami, ale i te ważniejsze nie będą nosiły plot armoru.
      Na koniec doczepie się jak rzep do psiego ogona i:
      "Kiedy pojęła, że Skalle owszem, nie pamięta, kontynuowała (...)" - nie dam ręki uciąć, ale tutaj chyba powinien być czas przeszły; nie pamiętał
      "Pytanie tylko, czy zechcą nam się ukazać." - to "nam" jest już niepotrzebne, bez tego zdanie ma większą moc xD
      "Bo oto wreszcie się czegoś dowiedziała i chociaż nie dowiedziała się nic (...)" - można to chyba jakoś zmienić, żeby uniknąć powtórzenia
      "Posunęła się nawet do stwierdzenia, że może zasługuje na wszystko, co dostała, skoro i tak nic nie potrafi sama zrobić." - chyba miało być "nie zasługuje"
      "Svea zrozumiała, że on Ishę zabije." - tutaj też niepotrzebne dopowiedzenie ("on") albo nieco kulawa kolejność słów w drugiej części
      "Svea wiedziała, że oni znajdą odpowiedzi." - chyba powinno być "znają"
      Hmm, chyba to wszystko co chciałam przekazać. Naprawdę sądziłam, że wyjdzie dłużej, ale chyba przeceniłam się xD. Miałam też napisać wcześniej, ale coś mi wypadło i czytałam na raty, więc no, znów po północy.

      Usuń
    2. To ja Ci odpowiem po południu albo wieczorem, bo zaraz teściowa wbija i jeszcze nie wiem jak bardzo mnie zdenerwuje XD a tak naprawdę to muszę się pouczyć jak wreszcie pojedzie, co mam nadzieję nastąpi szybko XDDDDDDDDD no to do poczytania później :D

      Usuń
    3. A MAM DUŻO DO POWIEDZENIA :D

      Usuń
    4. https://media1.tenor.com/images/a884669ca48e663a07df64c834141c75/tenor.gif?itemid=3469828

      Usuń
    5. DOBRA JESTEM. Teściowej się udało mnie nie zdenerwować, jest sukces :D

      Rozdziały raczej będą tej długości. Pierwotnie miały być sporo krótsze, ale ponieważ fabuła potrzebuje dość dużo czasu, żeby się rozbujać na dobre, to zdecydowałam posklejać je w większe, żeby było ich mniej, bo tak obawiałam się, że w pewnym momencie odniesie się wrażenie, że jest nudnawo, wiesz o co chodzi, jak COŚ się wydarzy w 19 rozdziale, a tak już w 10 zdaje się, to chyba jest różnica :D
      NO I TO JEST KOLEJNY POWÓD PRZEZ KTÓRY POSKLEJAŁAM ROZDZIAŁY, widze, że podziałało. Jak były krótsze, to niektóre były po prostu nieciekawe, a tak, jak się je połączyło z łupnięciem z kolejnych rozdziałów, to myślałam, że będzie lepiej i najwyraźniej jest :D
      Spoko, rasy (chyba w sumie bardziej narodowości, ale sama nie wiem, ale chyba tak, bo to pochodzi od nazwy wyspy, z której pochodzili) Svei to my nawet w domu nie wymawiamy XD Jeśli etymologia cię interesuje, to ta ich wyspa i co za tym idzie narodowość jest inspirowana Karelią. Ale prawie dobrze napisałaś, tylko nie "e" w środku, a "a" :D
      Jeśli o Skallego chodzi, to w zasadzie ja nigdy nie wyjaśniam do końca, jak to z nim jest, to znaczy - w tym, co do tej pory napisałam wątek tego, co on właściwie czuje do Svei nie jest pociągnięty. Sprawę pozostawiam absolutnie otwartą, jest czas na jej rozwinięcie i ja nie mam jeszcze preferencji odnośnie tego jak to się potoczy, aczkolwiek nie jestem pewna, czy Twoja wizja nie rozbije się o Joonę, bohatera, który pojawi się w którymś tam nastym rozdziale. Wtedy będziemy dalej gadać o Skallem :D
      Nie, Rune nie jest nawiązaniem do Wiedźmina (BREKKA JEST, Z WYGLĄDU JEST OLGIERDEM VON EVEREC), ale uważaj, bo będzie cringe XD Rune jest nawiązaniem do ukochanej przeze mnie w dumnym wieku lat dwunastu Sagi o Ludziach Lodu, nie wiem, czy miałaś okazję słyszeć? XD Trochę się wstydzę pisać to publicznie, ale z drugiej strony wtedy te książki sprawiły mi wiele radości i mam do nich OGROMNY sentyment, chociaż są co najmniej kiepskie XD
      Skojarzenie z Pieśnią Lodu i Ognia też nietrafione, a przynajmniej świadomie się tym nie inspirowałam (serial oglądam, może podświadomość zadziałała), ja nawet nie lubię Martina i nie wiem czemu oglądam serial XD
      Cynedor to kontynent, dobrze ogarnęłaś :) Zapytałam chłopa o etymologię i powiedział, że prawdopodobnie, jeśli w ogóle skądkolwiek to brał, bo nie pamięta, to był to język gaelicki.
      I dalej, co do języka elfów, to śmieszne, bo nie wiedząc o powyższym właśnie zapożyczyłam sobie gaelicki i troszkę go tam ewentualnie dopieszczałam :D Zatem absolutnie język elfów nie jest mój autorski, ja nie mam do tego głowy, od czasu do czasu będzie się pojawiał, ale raczej w formie tego rodzaju wstawek, a w 90% jest to szkocki gaelicki :)
      Ha, no elfów rodziliśmy wspólnie z chłopem, zatem muszę mu to oddać i nie mogę zbierać pochwał sama :D Aczkolwiek osobiście nie znoszę takich tolkienowskich elfów, potrzebowałam czegoś innego, stąd też powstał na nich pomysł (co ciekawe najpierw wymyśliliśmy elfów, a potem ja do ichnich realiów "dorobiłam" Lorcana i wyjaśniłam nim czemu one właściwie takie są). Te drugie też nie będą piękne i tolkienowskie, raczej tacy elfi Cyganie :)
      Za Ishę dziękuję i miło mi słyszeć, że nawet bohaterowie, którzy przewijają się właściwie jednorazowo (no może dwu-) mają trochę życia i wiarygodności, bo to nie takie łatwe wpleść życie w kilka linijek. Bardzo mi miło!

      Usuń
    6. Jeśli o te opisy chodzi, to tu się będę bronić rękoma i nogami. To znaczy, tu akurat trochę zamierzam robić Panżeja Sapkowskiego i właśnie celowo wpychać takie naukowe określenia do niby-średniowiecznego świata. Jest to celowe, przynajmniej tak długo, jak narracja jest z punktu widzenia Svei, ponieważ magowie są naukowcami i oni się w moim zamyśle takimi określeniami posługują. Za niedługo Svea nawet bezie wyjaśniała skwantowane poziomy energetyczne, entropię, fale prawdopodobieństwa i inne takie, więc to jest celowe. Jak to wyjdzie, zobaczymy oczywiście, nie twierdzę, że to na pewno musi się okazać dobrym pomysłem :) Niemniej jednak, skoro mówisz, że razi, to postaram się może wywalać takie określenia z narracji i zostawiać w samych wypowiedziach :)
      A JA CI COŚ POWIEM: Lorcan to straszliwy śmieć i totalny chuj (no inaczej się nie da), ALE TO MÓJ SYN, i chyba najlepszy i moim zdaniem najwiarygodniejszy i najbardziej "prawdziwy" osobowością villain jakiego kiedykolwiek napisałam. On w dwóch pierwszych częściach opowiadania (będzie ich siedem, podzieliłam je w spisie treści) raczej będzie miał niewiele czasu antenowego, ale potem zostaje królem programu. Myślę, że porównanie do Eurona dość trafne, do Lokiego mniej, CHOCIAŻ też to prawda, zobaczysz zresztą, bo podobieństwo do Lokiego pojawia się chyba już przy pierwszym "spotkaniu" z Lorcanem. W każdym razie osobiście uważam, że jest naprawdę dobrym villainem, na pozór być może wyda się oczywisty, ale zapewniam, że w żadnym razie taki nie jest i jest chyba najbardziej złożoną osobowością opka. No straszny to śmieć i w ogóle się nim brzydzę jako "człowiekiem", a jako postać kocham przeogromnie. I mam nadzieję, że to się nie okażą wyłącznie moje odczucia XD
      Bardzo się cieszę, że klimat udało mi się oddać, szczególnie, że uważam go za jedną z dwóch moich pięt Achillesowych. Bardzo mi miło!
      Natomiast jeśli chodzi o dokonywanie masakr na bohaterach - ALEŻ OWSZEM. Może nie od razu, bo przypominam, że będzie AŻ siedem części opka, ale w pewnym momencie zacznie się robić SROGO i obficie zacznie lać się krew :D Zatem wrażenia przewidziane, w końcu ma być dark fantasy, co nie? :D
      Za wytknięcie niedopatrzeń pięknie dziękuję i przy wolnej chwili wszystko ogarnę, bardzo to doceniam! Zresztą chyba tylko ja potrafię narobić błędów nanosząc poprawki zasugerowane przez betę XDDDDDDDDDD
      Pięknie, pięknie, pięknie Ci dziękuję za poświęcony czas i w ogóle jesteś miodem na moje autorskie serce <3

      Usuń
    7. PS. Dopisałam parę śmieci w dziale o opowiadaniu, między innymi na temat inspiracji (będę apdejtowała z czasem), zatem jakbyś była ciekawa, to zapraszam :D
      PPS. Pytałaś, czy będzie więcej Sagi i Eskila, a mówiłam, że nie. Ale właśnie zdecydoałam, że zamiast Eskila opowiadającego o rzeczach z przeszłości wrzucę po prostu fragment opka, które sobie kiedyś napisałam, a o tym traktuje, zatem bedzie nawet trochę ich dwojga dużo, dużo wcześniej I BARDZO SIĘ TYM JARAM :D

      Usuń
    8. No i dobrze, że są długie. Gdyby podzielić ten rozdział na dwie części, przy czytaniu tej drugiej, pewnie już bym nie pamiętała kto jest kim i co było tematem ich rozmów. Co innego, gdyby to w puszczy rozgrywała się akcja powieści, ale przecież to tylko przystanek na drodze :D.
      Jak mówiłam: KIEDYŚ mi się powiedzie, co rozdział będę podejmować próbę!
      Dobra, będę sobie interpretować w troszkę-inny-sposób każdą jego kwestię i może w końcu natrafię na coś... echem, dwuznacznego :D.
      Saga o Ludziach Lodu - moja mama miała całą kolekcję tej serii na półkach, pamiętam jak próbowałam się za to wziąć, ale kończyło się na czytaniu okładki. Ja też mam na koncie coś, czym się zwykle nie chwalę. Mianowicie (choć nieporównywalnie mniej popularna) saga "Wilcze oczy".
      Olgierd, to rozumiem. Dobrze, że Brekka początkowo będzie przygłupem, bo jeszcze bym się w nim zadurzyła.
      Tak podejrzewałam, że to drugie skojarzenie było chybione. W fantastyce już jest tyle nazw powymyślaych, że ciężko wpaść na coś oryginalnego. Za samym Martinem też średnio przepadam, nienawidzę sposobu, w jaki opisuje przygody bohaterów (czyt. niemal całość o dupie Maryny zwieńczone szokującym zakończeniem). A co do samego serialu - pierwsze cztery sezony jak najbardziej, ale reszta, to już nie to samo xD.
      Kwestia opisów. No, przyznam, z tej strony na to nie patrzyłam i w sumie ma to sens. Będę się tym mniej przejmować, nieważne czy opis czy dialog, ale czy Svea jest w pobliżu. Jak zobaczę "naczynia krwionośne" w rozdziale Brekki to cię zjem! Zostałaś ostrzeżona.
      A JA LUBIĘ TOTALNYCH CHUJKÓW. A jak jeszcze są charyzmatyczni i owiani tonami tajemnic, to jestem w siódmym niebie. I możesz mówić co chcesz, ale od teraz, gdy pojawi się wzmianka o Lorcanie, przed oczami stawać mi będzie Tom Hiddleston.
      Serialowy Euron to zupełnie inna bajka od pierwowzoru, więc już nie wiem, czy Lorcan będzie szedł bardziej w stronę barbarzyńcy czy manipulatora.
      Kurcze, to ile masz już napisane? Te siedem części to pewnik? A jedna ile będzie trwać? Chociaż nie, nie wiem czy chce wiedzieć, jeśli szykujesz jakiś zakręcony finał - lepiej w trakcie zachodzić w głowę, ile jeszcze zostało, niż podczas akcji myśleć "zaraz koniec, bo został już epilog" xD.
      Jak na 10k słów, tych błędów jest garstka i to małoznaczących, więc jak najbardziej gratki za poprawność (chociaż tutaj ukłon i dla bety :D).
      Zajrzę tam w najbliższej chwili, a co do Sagi - czekam na tę babę z jajami z utęsknieniem.

      Usuń
    9. Dobra, zatem skoro tak to będę dalej to praktykować i sklejać co mniejsze kawałki :D
      Yup, ja generalnie jestem zdania, że jak nie piszę czegoś wyraźnie, to sobie każdy może myśleć co chce i o to właśnie chodzi, prawda? :D Aczkolwiek ja kwestię Skallego bardzo pracowicie przemyślę jeszcze :D
      JA MAM CAŁĄ KOLEKCJĘ XD I w sumie cieszę się, że przeczytałam to kiedyś-kiedyś, a nie jakoś później, bo z całą pewnością gdybym była starsza, to bym tego nie przełknęła a tak ten sentyment jest po prostu cudowny i dobrze to wspominam :D O wilczych oczach nigdy nie słyszałam, ale z ciekawości obczaję :D
      Znaczy wiesz, ja nie wiem czy mi po prostu podświadomość nie zadziałała, pewnie z wieloma rzeczami w opku tak będzie, że świadomie o czymś nie myślałam, a jakoś coś kiedyś gdzieś widziałam i umysł mi to podsunął, może i z tym też tak było :P W kwestii serialu zgadzam się z góry na dół, chociaż mnie ostatnie dwa odcinki jednak zachęciły do obejrzenia następnego sezonu, a byłam już bliska podjęcia decyzji, że odpadam XD
      Dobra, to jakby się gdzie indziej przewinęło, to krzycz XD
      Tom Hiddleston mówisz :D Ja go widzę trochę inaczej, ale kurde, przecież po to jest opko, żeby każdy sobie wyobrażał jak uważa za stosowne, mnie pasuje :D Przyznam się, że ja do książkowego Eurona nawet nie dotarłam, odpadłam dużo wcześniej, zatem nie powiem do którego mu bliżej, ale powiedziałabym, że z początku raczej barbarzyńca, a potem stanowczo manipulator, choć prawda jest taka że buja się między jednym a drugim dość płynnie ;)
      Znaczy mogę powiedzieć ile mam - właśnie dzisiaj zaczęłam czwartą część, w trzeciej mam jeszcze trochę braku, ale to się zrobi, i jest obecnie około 900 stron (ale dość dużą czcionką, no i w zasadzie już przebrnęłaś przez około 50, więc to się tylko wydaje tak miażdżąco :D), natomiast ile tego faktycznie będzie - NIE WIEM. Części bedzie raczej 7, ale może się zdarzyć, że się nie zmieszczę i bedzie jednak 8 XD Nie trwają po równo, a pierwsza i druga moim zdaniem są przydługie przy małej ilość akcji właściwej, ale to i owo po drodze trzeba wyjaśnić zanim się zacznie rzucać czytelnika na głęboką wodę XD
      Miód na moje serce i na serce bety na pewno również <3

      Usuń
    10. Nie opłaca się, Wilcze Oczy to nic specjalnego, ale na półce mam całą sagę (choć przeczytałam jedynie 80%, a reszta czeka na mnie od kilku dobrych latek xD).
      Zdążyłam zapomnieć, co było w ostatnich dwóch odcinkach. Wszystko w tym nowym sezonie działo się tak szybko, każdy bohater w chwilę pojawiał się w nowej lokacji, tu smoki, tu mordobicie, akcja przez cały czas. Ale finałowy sezon z pewnością obejrzę, choćby po to, aby zobaczyć jak to skleją, no i upadek Cersei, na co czekam od samego początku, ale przede wszystko - Tyrion, chcę zobaczyć, jak on skończy.
      Pewnie mi się odmieni jak już zawita w historii na stałe. Skoro bliżej mu do serialowego Eurona, to może faktycznie powinnam nieco głębiej to przemyśleć.
      Wow, ja chyba nigdy nie osiągnęłam podobnego wyniku, nawet nie byłam blisko. Na koncie mam tylko dwie historie po +/-100k słów, ale najchętniej to bym o nich zapomniała xD. Mam kretyńską tendencję do rozpoczynania X opków i zostawiania ich po 2-3 rozdziałach, a wszystko przez to, że nie lubię pisać fragmentów, w których kompletnie nic się nie dzieje, a które niestety są często potrzebne .__.
      Już bez przesady! Moje komentarze są tak klarowne co merytoryczne xD Aż się dziwię, że je rozumiesz, choć może też być tak, że świetnie to maskujesz :D.

      Usuń
    11. Ja tak miałam właśnei z Sagą o Ludziach Lodu, to ma chyba 47 tomów, a ciągle docierałam tak gdzieś do 36 i umierałam, dopiero 2 lata temu udało mi się doczytać I ŻAŁOWAŁAM BARDZO :'c
      Znaczy w dwóch ostatnich odcinkach to była największa sieczka, wiesz, wszystkie te dzikie plot twisty i w ogóle :D Ja z kolei czekam tylko aż ktoś wreszcie skasuje Sansę. No nie mogę jej zdzierżyć ;_;
      Jejku jejku, no tak jak mówię, na razie będzie sporadycznie, Pierwsze Prawdziwe Spotkanie chyba w rozdziale 10 albo 11? Coś koło tego, także jeszcze trochę :D Będzie, to sama ocenisz, aczkolwiek nie przyzwyczajaj się za mocno do tego, co zobaczysz, bo jak mówiłam, on zaczyna od fazy chuja-barbarzyńcy, ale ona zdecydowanie nie jest na stałe. Jak już jesteśmy przy porównaniach z Gry o Tron, to on stanowczo oscyluje gdzieś w okolicach Eurona, a przynajmniej lepsze porównanie nie przychodzi mi do głowy, czasami załączają mu się fazy godne Ramseya Boltona (niech ma że po nazwisku XD), ale po początkowym "bum" na ogół jest spiskującym chujem z klasą :D KURDE CZY TY WIESZ O CO MI CHODZI CZY GADAM JAK NIENORMALNA?
      HAHAHHAHAA ja też tak mam. Serio. To pierwsze opko, które tak przemyślałam, z którym dobrnęłam tak daleko i które wciąż świetnie mi się pisze i naprawdę są realne perspektywy na jego skończenie. A prócz tego, to mam kilkaset stron historycznego opka o potopie szwedzkim, 240 stron fanfika w gównofandomie warhammera 40k i miliony pomniejszych opek od kilku do kilkunastu stron, w tym dziesiątki opek o Sadze i Eskilu (jedno nawet 150 stron i skończone) XD Ale ogólnie mam dokładnie to samo co ty, we wszystkim prócz tego opka pisze tylko sceny które są super i feelsy, a jak trzeba coś nudniejszego to naaaaaaaaaaah po co XD A mogłabym pewnie mieć jeszcze parę fajnych opowiadań :<
      WIDZISZ CO JA ROBIĘ? CZY TY WIDZISZ JAKIE SĄ MOJE KOMENTARZE? Chyba trafił swój na swego i stąd zrozumienie XD

      Usuń
  2. Sansa podobała mi się tylko na początku, jak była naiwną dziewuszką z marzeniami, teraz zrobili z niej jakąś hiper lady, która panoszy się po "swych" włościach...
    Byle nie Góra Która Jeździ i będę zadowolona :D
    Ja króluję w fanfiction, ale w poszanowaniu KANONU! Co do własnych to piszę je tylko od czasu do czasu, a historia Abla to już w ogóle szok, że się tego podjęłam xD. Jestem takim kaleką jeśli chodzi o fantastykę, że głowa mała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to mamy te same odczucia co do niej, serio. To samo z Dany, moją żoną która się tak skiepściła :C
      XDDDDDDDDDDDD Nie z górą to on ma niewiele wspólnego, żeby nie rzec, że nic, bo jeszcze mały do tego wszystkiego XD
      Nie no ja też kanon szanuję mocno! Aczkolwiek łatwiej mi pisać swoje rzeczy, większa dowolność, wiesz, ale fanfiction ma to do siebie że w wielu kwestiach odciąża i to jest naprawdę spoko, pamiętam jak mi się fajnie pisało fanfiki do Harry'ego Pottera, no cudowny etap :D A teraz bardzo dobrze się bawię pisząc tego Warhammera, serio, jak się chce pogrzebać, to jest taki fajny świat :D
      Ja głównie w fantastyce siedzę, ale weź, to samo mówiłam o sobie i s-f, a Warhammer się pisze jak się patrzy :D Mam wrażenie, że czasem jest tak, że się człowiek podejmuje czegoś, czego normalnie by się nie podjął, a wychodzi lepiej niż starym wyjadaczom :D

      Usuń
    2. Wow, weszłam zerknąć w tej samej minucie, w której napisałaś. Predicted!
      Choć o samym Warhammerze wiem niewiele, to pamiętam, że kiedyś do znudzenia cisnęłam w grę na jej podstawie (Dark Crusade). Wracało się z podstawówki i do 22 siało się zniszczenie jedyną słuszną rasą - ORKAMI. Amen :D
      Swoją drogą ten obrazek "na okładkę" z podstrony jest całkiem kuszący xD. Nie myślałaś gdzieś zamówić szablonu z nim? Ja sama chętnie bym coś potworzyła, ale jestem takim leniem, że pewnie nigdy nie ogarnę HTMLa :C. R.I.P. stary Onet.

      Usuń
    3. PSZYPADEG? NIE SONDZEM :D
      Znaczy ja też może jakoś grubo w nim nie siedzę, ale narzeczony jest fanatykiem Space Marinesów, więc nasłuchałam się o nim multum rzeczy, mnie z kolei (PO TYM JAK MNIE PRZEZ DŁUGIE MIESIĄCE ZMUSZAŁ DO GRANIA Z NIM W DARK CRUSADE W MULTIPLAYERZE XDDDD) przypadli do gustu eldarzy i piszę sobie heretyckie opko o eldarach i inkwizycji XD Ale łojezu orki takie doskonałe w tym fandomie XD
      EJ JEST WSPANIAŁY XD To Sauron i Morgoth tak w ogóle, jakby kto pytał, ale chrzanić to, ja widzę Sveę i Lorcana XD
      Jasna sprawa, że bym zamówiła, tylko problem polega na tym, że ja nawet nie wiem gdzie, bo wszystkie szabloniarnie jakie znałam umarły śmiercią tragiczną :< Ale kurde marzy mi się żeby ktoś to zrobił D:
      Same here. Właśnie siedzę i próbuję ogarnąć zasrane CERNowskie oprogramowanie, bo muszę ogarnąć tę robotę na praktyki wreszcie, i tak popatrzyłam że są tutoriale do htmla z użyciem tego ich ścierwa, to nawet przez chwilę mi przeszło przez myśl, że może popatrzę, ale potem myślę NAH, NIBY KIEDY XD
      Ale jakbym znalazła kogoś chętnego to byłby miód, może i poszukam żywych szabloniarni ;_:

      Usuń
    4. Ekhem, dzięki za ten komentarz, napisałam, dogadałam się, i będzie XDDDDDDDDDDDDDDDDd

      Usuń
    5. Właśnie mi uświadomiłaś, że i te szabloniarnie, które znam, są nieczynne. Jakoś tak poprzedni rok okazał się dla nich tragiczny :o

      Usuń
    6. Ej naprawdę wszystko na blogspocie umarło odkąd ostatni raz jakoś głębiej tu urzędowałam :o także to jakiś cud że znalazłam kogoś kto jest chętny to zrobić, choć na zasadzie przerobienia pode mnie wcześniej zrobionego szablonu :o

      Usuń
    7. No to pozostaje jedynie czekać na efekty :D

      Usuń
  3. Fajny rozdział!

    Zapraszam do siebie:
    https://cyberpunkystories.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie mam co robić w czasie wolnym, więc zapytam - kiedy next?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak przyleci od bety i sprawdzę - wczoraj Agrat mówiła, że jeszcze dzień-dwa, ja przez weekend sprawdzę, jeśli podeśle tak jak mówiła, i wtedy w niedzielę albo poniedziałek dodam :D

      Usuń
    2. Znaczy to tak najpóźniej, bo jak podeśle jutro, to pewnie już w piątek wieczorem rzucę :P

      Usuń
    3. Zapowiada się więc kolejne dwadzieścia komentarzy naszego autorstwa :D

      Usuń
    4. https://goo.gl/images/xPJTzz

      Usuń
    5. http://i0.kym-cdn.com/photos/images/original/000/803/785/540.gif

      Usuń
    6. To nie ja, beta milczy D: poczekam jeszcze parę dni, a jak dalej będzie milczeć to muszę uznać, że coś jej wypadło i wtedy rzucę rozdziałem i poprawię później jak dośle poprawki. Sobota ostateczny termin bez względu czy poprawki będą czy nie! :D

      Usuń
    7. Dobra apdejt, beta wciąż milczy ale mam dzisiaj czas więc sama sobie sprawdzę i dziś wrzucę, a jak dośle to wrzucę jej poprawki :)

      Usuń
    8. Czekam na nowy rozdział, żeby skomentować i szablon, bo wiadomo - dłuższe komentarze :D. IQ 200

      Usuń
    9. Ty szczwany lisie :D

      Usuń
  5. Zacznę od szablonu. Jest... ugh. Nadmiar różu nie pasuje mi do Twojego tekstu, zdecydowanie wolałem poprzedni wygląd bloga.

    „Puszcza Wegléast była przeraźliwie ciemna; Svea musiała zapalić małe światełko na grocie swojego kostura, by ich konie nie zabiły się o własne nogi.”

    Pewnie się czepiam, ale „małe światełko” zupełnie nie pasuje mi do „przeraźliwie ciemna”.

    „z Puszczą nie prowadzono żadnych kontaktów handlowych, a zamieszkiwał go”

    Nie powinno być „zamieszkiwał ją”?

    „jeden z dwóch istniejących obecnie szczepów elfów. I właśnie z ich powodu Svea tak bardzo nalegała na podróż przez las.”

    Prawdopodobnie łapię kontekst. „Z ich powodu”, czyli z powodu elfów, tylko że w międzyczasie zgubiłaś podmiot, gdyż wcześniej jest „zamieszkiwał go jeden z dwóch istniejących szczepów elfów”.
    Mógłbym przyczepić się też do słowa „szczepów”, ale niekoniecznie wiem, w jaki sposób można by je zastąpić.

    „— Myślę, że ich nie znajdziemy — odpowiedziała krótko.”

    Ponownie dygresja. „odpowiedziała krótko” jest zupełnie niepotrzebne, przecież widzimy, ile słów wypowiedziała Svea. Z drugiej strony ta ukochana mnogość opisów... Niemniej „odpowiedziała krótko” burzy dynamizm dialogu.

    „Wzrok niemal zupełnie u nich zanikł, za to słuch i węch mają lepszy niż niejeden pies gończy”

    SKYRIM!

    „— A jeśli nie zechcą? — dopytywał towarzysz.”

    To samo, co wyżej. Niekoniecznie potrzebne.

    „— To spróbuję ich przekonać — powiedziała, uśmiechając się jednym ze swoich bladych, tajemniczych uśmiechów.
    Skalle popatrzył na nią sceptycznie, ale nic więcej nie powiedział.”

    Powtórzenie słowa „powiedział”.

    „Svea pojmowała, że Skalle musiał ją przeraźliwie kochać;”
    „pojmowała aż nazbyt dobrze ogrom tego, co miało się wydarzyć”

    Powtórzenie.

    „Od tamtego czasu zapuścił długie, rude włosy i taką samą brodę, przybierając wygląd typowego norskiego wojownika” - stereotypy. : D

    „— Mam pytania — mruknęła cicho. Wiedziała, że elfy i tak uchwycą jej słowa swoim wrażliwym słuchem, dlatego wolała unikać konkretów. Nie była pewna, jak zareagują na to, o co zamierzała je poprosić. — Wiesz o kogo.
    — Mhm — mruknął Skalle, natychmiast markotniejąc. — Ta, wiem. Skąd pewność, że był stąd?”

    – Powtórzenie – mruknął Aleks.

    „ocierała się o nią, kiedy chciała ją do czegoś zachęcić.”

    Kinky. xD

    „który odruchem godnym prawdziwego wojownika dobył miecza”

    Czy to rzeczywiście odruch godny prawdziwego wojownika? Tym bardziej w sytuacji, w której czeka na nich zagrożenie ze strony elfów, którzy, akurat nie znam tego świata, zazwyczaj są mistrzami łucznictwa? Poza tym, ktoś Cię woła, a Ty już łapiesz za mieczyk, sugerując, że nie masz zbyt dobrych zamiarów. Sądzę, że prawdziwy wojownik przynajmniej pomyślałby nad tym.

    OdpowiedzUsuń
  6. „— Czego takiego chcesz się dowiedzieć, duine1?”

    Paskudnie wygląda ta jedynka, szczerze mówiąc. Może gwiazdka?

    „Svea wstrzymała konia i ruchem ręki uspokoiła Skallego, który odruchem”

    Wybacz, że tak skaczę, ale piszę na bieżąco.
    „Ruchem”, „odruchem”?

    „— I tak nas zabijecie, jeśli zechcecie — burknął cierpko.”

    I to nazywa się prawdziwy optymizm!

    „Najpierw widziała jedynie ich niskie, nieco krępe sylwetki o kruchych, pająkowatych kończynach i dziwacznie wygiętych nogach, które sprawiały wrażenie, jakby ich właściciele całe życie spędzili w siodłach i nie bardzo potrafili chodzić lub też mogły świadczyć o jakiejś zaawansowanej wadzie w budowie układu kostnego.”

    Sooooooooooooooooo loooooooooooooooooooooooong.

    „Svea po chwili przemyśliwania”

    „przemyśliwania” Jakie fajne słowo!

    „— Ponieważ wszystkie języki wywodzą się z języka Pierwszego Ludu —”

    Pierwszy Lud, Pierwsza Krew... brzmi podobnie. ; )

    „To wielki zaszczyt, duine, spotkać jedną z was.”

    A to zabawne. Zazwyczaj elfy gardzą ludźmi. Miła odmiana!

    „Stary Smok powołał wasze istnienie, natomiast nasza Pani dała nam życie na wasz obraz. Zawsze będziemy żywić nieskończony szacunek do Pierwszych.”

    Czyli to ludzie byli pierwsi? Też fajna odmiana.

    „Wszyscy jesteśmy sobie braćmi, bez względu na to, czy jesteśmy elfami, czy ludźmi.”

    A GDZIE RASIZM???

    „Zawsze uważała, że zwyczaj podawania jedynie imienia ojca jest niesprawiedliwy;”

    Feministka jak nic.

    OdpowiedzUsuń
  7. Droga Freyjo!
    Jakże się cieszę, że dobrnęłam do końca rozdziału! Korzystając z okazji, że maluch śpi, oczywiście.
    Na początek napomknę, że przypisy na końcu powinna nie tylko zostawić ponumerowane w wyjaśnieniu, ale dodać też które słowo nam tłumaczysz. Na koniec historii nie pamiętam żadnego poza "duine", i pewno tylko dlatego, że było używane wielokrotnie do samego końca. Gdy ktoś czyta z telefonu (jak ja teraz, poza tym internetu w domu jeszcze nie mam po przeprowadzce) nie skacze między końcem, a obecnie czytanym kawałkiem, gdyż zwyczajnie ciężko się odszukuje treści. No dobra, czasem tak robię gdy wskazuję błędy, ale wtedy szukam punktu odniesienia by się odnaleźć, rzecz jasna. Ale może przejdą do konkretów, a mianowicie odcinka.
    Jest w nim nie mała magia. Czuć ją niemal w całej opisanej puszczy. Bardzo mi się podoba Twój styl pisarski i mimo, iż jest to początek historii jestem pewna, że winna się ukazać w wersji drukowanej!
    Svea jest dość ciekawą postacią. Choć skromna i łatwowierna to mimo to w jakimś stopniu odważna. Nie boi się bronić innych istot i stąpać po zakazanych miejscach. Ale czego się nie robi by dociec prawdy? By wyzwolić się z jażma upadłego Króla Elfów? Zaintrygowała mnie wspomina jej niedoszłej śmierci. Mam oczywiście nadzieję, że prędzej niż później się o niej dowiem :D
    Skall wydaje się być wspaniałym wojownikiem, w dodatku honorowy i nie rzucający słów na wiatr. Niczym ojciec i matka podąża za czarodziejką będąc jej oparciem i przyjacielem, a przede wszystkim jest elastyczny, bo kobieta robi i czyni co chce, a on po prostu przy niej trwa. To takie urocze, jakby nie było. Przyjaciel rodziców stał się przyjacielem ich pociechy.
    Na koniec dodam, że sama chciałabym zobaczyć ten niszczejący pałac Twoimi oczyma! I biedny ten Eol... A był pewien, że go nie zabiją. Jakże się mylił.
    Ten były król elfów brzmi powtórnie jak i wszystkie wspominki Svei. Co takiego się wydarzyło nie daje mi spokoju. Tyle tajemnic do odkrycia! :D
    W następnym odcinku myślę, że spotka się już z Bekką (nie pomyliłam imienia?).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. CZEŚĆ, już jestem :D
      Dziękuję za trafną uwagę co do przypisów, zupełnie o tym nie pomyślałam - na przyszłość się poprawię :D
      Jeeeeju, ja właściwie nie marzę o wydaniu żadnego ze swoich opek, ale bardzo mi miło słyszeć takie pochlebne zdanie :D
      Kurczę, nie pamiętam dokładnie kiedy, ale tak, ona o tym oczywiście opowiada :D Ale parę rozdziałów jeszcze jak nic :< Natomiast miło mi słyszeć, że jest dobrze odbierana, bo wiele osób tu po niej jedzie, bo zbyt idealna, i tak mnie to boli, bo tak, ona oczywiście jest zbyt idealna, ale to ma bardzo dobry powód, tylko ja nie mogę powiedziec, bo będzie spojler D:
      SKALLE TO MÓJ SYN. Serio, on jest super i - mini spojler - jest jedyną postacią, która NIGDY nie odwali żadnego świństwa, kocham go cąłym serduszkiem.
      Kurcze, postacie swoimi oczyma mogę pokazać, bo sobie sama ilustruję opko XD Ale pałaców nie rysuję niestety, także musi starczyć opis :D
      Co się wydarzyło, tzn w kwestii jego i Svei, to się wyjaśnia w 7 rozdziale, a co zrobił z elfami, to później.
      JUż wiesz co w następnym odcinku wiec lecę dalej, dziękuję Ci pięknie za komentarz <3

      Usuń
  8. Przeczytałem to aż trzy razy i za każdym razem mi się podobało. Polecam każdemu żeby przeczytał.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  10. „wszystko wyciosane było nie jak ludzkie budowle, z kamiennych cegieł, ale jakby wycięte w jednym bloku kamienia.”

    To zdanie jest dla mnie takie trochę dziwne. Nie było wyciosane, ale było wycięte. Może „nie było ułożone z cegieł”? W sumie „kamienne cegły” też tak dziwnie brzmią.

    „Brama wznosiła się nad nimi wysokim, smukłym łukiem. Wszystkie budynki w tym wielkim, białym mieście były smukłe, pełne prostoty i eleganckiego piękna. Dominowały gładkie linie, przyjemne dla oka łuki i motywy roślinne oraz ażurowe. Ta architektura sprawiała wrażenie delikatnej i eterycznej, zupełnie jak lud, który był za jej istnienie odpowiedzialny.”

    Aż kusi, żeby popłynąć z opisem jak Tolkien.

    „jak to prawdziwy Nord, nie śmiał miodem wzgardzić i wychylił cały kubek jednym haustem.”

    Kubek kojarzy się z czymś małym, szczerze mówiąc. W przypadku prawdziwego Norda kufel byłby bardziej odpowiedni, tak myślę.

    „Dopiero po długiej chwili Skalle ośmielił się zabrać głos.”

    Dwukropek na samym końcu. Pokazujesz, że za chwilę będzie jakaś wypowiedź.

    „zapytał ją i spróbował objąć.”

    „ją” jest zbędne. W dialogu masz przecież słowo „maleńka” plus jasno widać, jaki jest kontekst. : )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. „— P-przepraszam — wydukała Svea, rękawem szaty ocierając sobie usta. — S-strasznie przepraszam. Zaraz to posprzątam.
      — Usiądź sobie lepiej, maleńka — powiedział Skalle. W jego ochrypłym głosie Svea słyszała wyraźnie troskę. — Ja to posprzątam.
      Któryś z elfów podał mu szmatę, a Skalle jak obiecał, tak uczynił. Svea nadal czuła się okropnie.”

      Svea, Skalle, Svea, Skalle, Svea. W sumie nie traktuję tego jako błąd. Wolę imiona niż stosowane przeze mnie synonimy: mężczyzna, młodzieniec et cetera. xD
      Uszy.

      „— Dlaczego? — zapytała cicho Svea.
      Elfy zmilczały.
      — Skąd te pytania, duine? — zapytała ją wreszcie Isha.”

      Powtórzenie „zapytała”.

      Usuń
    2. „— Co to za pałac? — zapytała słabym głosem, wskazując palcem za okno. Elfy odwróciły głowy za jej wskazaniem, choć nie wiedziała, jak to możliwe, kiedy były praktycznie ślepe. Zapadło ciężkie milczenie, aż Skalle podniósł głowę znad podłogi, by popatrzeć, co się dzieje.
      — Jest opuszczony — powiedziała głucho Isha.
      — To ruina — dodał Eol.
      — Nikt tam nie chodzi — dorzucił jeszcze Oriel. — Już od tysięcy lat.
      — Dlaczego? — zapytała cicho Svea.
      Elfy zmilczały.
      — Skąd te pytania, duine? — zapytała ją wreszcie Isha. W jej głosie brzmiało wyraźnie napięcie.
      — Ja… poczułam coś — powiedziała cicho dziewczyna. Nadal czuła przytłaczającą obecność, zaciskającą się wokół niej niby pętla na szyi wisielca. Natychmiast zmusiła się, by odsunąć od siebie to wspomnienie. — Czyjąś obecność. To było… Nie wiem. Straszne.
      Elfy zmilczały, ale tym razem to była cisza pełna trwogi i napięcia.
      — Co tam się stało? — zapytała Svea cicho, niemal szeptem.
      — O tym się tutaj nie mówi — odpowiedział jej głuchym głosem Eol.
      — Ale ona poczuła — wtrącił wtedy Oriel. — Wiecie, co to znaczy.
      — Milcz! — fuknęła na niego Isha. — Nie wolno nam. Prawo jest prawem. Tutaj się o tym nie mówi.
      Skalle spoglądał na nich niczego nierozumiejącym wzrokiem.
      — Czy mogę uczynić cokolwiek, byście mogli mi zdradzić tajemnicę? — zapytała cicho Svea. Isha gniewnie zwróciła się w jej stronę.
      — Nie! — warknęła. — Nie wolno. Prawo to prawo. Szlachetna duine z Pierwszych Ludzi musi to pojmować!
      — Is i Nigheanan Rionnag — powiedział cicho Eol w ich własnym języku, którego Svea nie rozumiała.
      — Chan eilceadaichte! — zawołała ze złością Isha. Svea czuła i rozumiała wagę, jaką dla tej kobiety miały tradycja i prawo. Nie mogła tego nie uszanować, nawet jeśli to by oznaczało, że tajemnica pałacu w Dêneroth pozostanie na razie nierozwiązana.
      — Nie kłóćcie się, proszę — przerwała im cicho, niemal szeptem, a oni wszyscy zwrócili głowy w jej stronę. — Nie chcę, byście łamali dla mnie prawo. Rozumiem, co znaczy odmowa. W porządku. Nie zamierzam nikogo do niczego zmuszać.”
      Dobra, teraz ponarzekam. Mówię na serio.
      Raz, że powtórzenia. Co chwilę ktoś mówi bądź pyta cicho.
      Dwa, że nadmiar słów opisujących to, w jaki sposób mówią wszystkie zgromadzone postacie. To nie jest dobre, szczególnie w dynamicznym dialogu. I tutaj zaproponowałbym eksperyment. Skoro wymiana zdań jest całkiem szybka i nawet ostra, zrezygnuj z niektórych opisów? Usuń „warknęła” (ponownie jest to powtórzenie, jeśli chodzi o treść, a potem opis) et cetera. Wymagałoby to przerobienia całego dialogu na bardziej chaotyczny, ale myślę, że mogłoby się sprawdzić w tym przypadku.
      Trzy, jak piszesz po elfickiemu, to nie ma sensu tłumaczyć, że Svea nie zrozumiała. Plus jest też powtórzenie słowa „rozumiała”. No i imion.

      „Nagle elf zatrzymał się, a Svea o mało na niego nie wpadła, tak niewiele widziała w ciemności.”

      Jakby ten drugi cokolwiek widział. xD

      Usuń
  11. (...) Svea musiała zapalić małe światełko na grocie swojego kostura, by ich konie nie zabiły się o własne nogi. — W sumie, nie znam się za bardzo na koniach, ale zrobiłam mały research i wynika z niego, że konie widzą w ciemności całkiem dobrze. Co najmniej dwa razy lepiej niż ludzie, bo w końcu kiedy były dzikie, w ciemności było nawet większe ryzyko, że zostaną zaatakowane. Może lepiej się tutaj jednak odnieść do odczuć osobistych Svei? :3 Jestem przekonana, że jej ciemność przeszkadzałaby znacznie bardziej niż wierzchowcom.

    Podążali wąską, wydeptaną ścieżynką, na której dwa wierzchowce ledwie mieściły się obok siebie. — Jak była wąska i wydeptana, to zmieściłby się tam co najwyżej jeden koń. Inne musiałyby jechać za nim. W sumie tak chyba zazwyczaj jest, że jak jedzie się wierzchem przez las, to jeden za drugim.

    Kiedy pojęła, że Skalle owszem, nie pamięta, (...). — Nie pamiętał.

    Wzrok niemal zupełnie u nich zanikł, za to słuch i węch mają lepszy niż niejeden pies gończy — O KURDE, ALE MAM SKYRIM VIBES. XD Aż bym pograła, no. W ogóle jak zaczęłam czytać „O spadaniu”, to zaczęłam mieć ochotę na granie w Skyrim. xD

    Na pewno już nas usłyszeli. Pytanie tylko, czy zechcą nam się ukazać. — Biorąc pod uwagę moje doświadczenia ze Skyrima, to… JA BYM WCALE NIE CHCIAŁA, ŻEBY MI SIĘ POKAZYWALI. xDDDDDD Spieprzałabym że nie wiem. XD

    (...) uśmiechając się jednym ze swoich bladych, tajemniczych uśmiechów. — Jezu, przepraszam, ale to mi tak chamsko zaleciało merysuizmem, że aż się otrząsnęłam. XD Nie zrozum mnie źle – po prostu blade i tajemnicze uśmiechy tak często pojawiały się w ałtoreczkowych opkach, że może już po prostu jestem skrzywiona i nie umiem inaczej na nie spojrzeć. XD

    Svea pojmowała, że Skalle musiał ją przeraźliwie kochać; nie miłością taką, jaką mężczyzna żywić może do kobiety, bardziej braterską lub ojcowską. (...) choć miała zaledwie jedenaście lat, pojmowała aż nazbyt dobrze ogrom tego, co miało się wydarzyć. — Trochę za mało tutaj emocji Svei. :( Trochę tak sucho, ot, fakty i już. No ale rozmawiałyśmy o tym, więc się już nie będę produkować. xD Po prostu czułam potrzebę napisania tego.

    Że prawdopodobnie już nigdy nie będzie mogła oglądać ojca ani matki tak długo, jak dotychczas, bez najmniejszej przerwy. — A-ale… że co, do kibelka też z nią chodzili? I to obydwoje?
    Przepraszam, śmieszkuję. XD Mam nadzieję, że nie masz mi tego za złe. Po prostu to widzenie się bez nawet najmniejszej przerwy brzmi trochę creepy. XDD

    (...) Svea była chudą, małą, jedenastoletnią dziewczynką, a on młodym, przystojnym, trzydziestoletnim mężczyzną. — Gdzieś tam wcześniej pisałaś, że Svea miała 11 lat, jak wyruszyli na Beltaneę, więc nie musisz tego robić tutaj. Powielasz informację niepotrzebnie, a jednocześnie jedno zdanie jeszcze bardziej szpikujesz określeniami dla postaci. xD Zwłaszcza że „jedenastoletnią” i „małą”, podobnie jak „młodym” i „trzydziestoletnim” są trochę przeciwieństwami – „mała” oraz „młody” to ogólniki, do których potem dodajesz precyzyjne informacje, tak jakby unieważniając te pierwsze? To trochę sprzeczne ze sobą. xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (...) ale to sprawiało jedynie, że wydawał się jeszcze większy niż normalnie, (...). — Tutaj to by znaczyło, że normalnie Skalle jest szczupły, ale akurat w tej chwili mu się zgrubło – prawdopodobnie niedawno i tymczasowo. Bo „normalnie” sugeruje, że w tej chwili postać znajduje się w innym stanie, ale to wyjątek, więc… Przytycie to tak trochę dziwnie. xD

      (...) zwracając na nią swoje jasne, niebieskie oczy, których jednak nie mogła w ciemności zobaczyć. — A jednak zwraca uwagę na to, że były jasne i niebieskie, chociaż ich nie widzi. :D

      Eirênêi — Tutaj trochę wychodzi ze mnie ignorantka, ale jak to się czyta? Boże, zawsze miałam z tym problem, a tak kiedyś uwielbiałam te fancy zawijaski nad literkami… xD A potem przestało mi się chcieć je robić. Podziwiam wytrwałość. xD

      To, co piszesz o figurce jest bardzo ciekawe, naprawdę – podobnie jak o tych elfach i o przeszłości Svei oraz Skallego, to wszystko bardzo interesujące wątki, ale właśnie je tak streszczasz i opisujesz ścianami tekstu, i w sumie smutno mi troszkę, bo nie mam czego w tym tekście odkrywać, bo od razu mi podajesz wyjaśnienia. :( Ale dobra, borze wiecznie zielony, bo ja cały czas marudzę na tę samą rzecz. xDDD Przepraszam. Już nie będę. Obiecuję. Jeszcze mnie znielubisz od tego. xD

      — Nie wiem — przyznała niemal ze wstydem. — Svea, kochanie, ale jeszcze przed chwilą mówiłaś, że nie chcesz mówić o tym głośno, żeby elfy się nie dowiedziały, o co chodzi, zanim zdążysz zadać im pytania. :o

      — Czego takiego chcesz się dowiedzieć, duine1? — No przecież powiedziała, że nie wie, co się głupio pytasz! XD

      — To zależy, czy jesteście chętni do odbycia rozmowy z duine — odrzekła spokojnie. — To zabrzmiało trochę zabawnie, biorąc pod uwagę, że przecież elf sam się do niej odezwał. xD To świadczy o gotowości do rozmowy nawet z duine (używam tego określenia, bo jeszcze nie dotarłam do końca rozdziału, a nie chce mi się przewijać, bo się zgubię w tekście, a jestem leniwą kluchą), bo przecież mogli ich zaatakować albo po prostu zignorować, jakby nie chcieli gadać.

      fear2 — Oczywiście, będąc typowym dzbanem przeczytałam to po angielsku i się zastanawiałam przez moment, dlaczego nagle jedno słowo w tekście fantasy jest po angielsku. Tak, brawo, Dhau, gratulacje.
      Btw, trochę drażniące są te oznaczenia 1, 2 itd. w tekście, jeszcze tak przylepione do słów. :( Może zrezygnuj z formy przypisów i po prostu na dole wypisuj słówka i ich polskie odpowiedniki, albo jednak pokombinuj, żeby powstawiać je w indeksy?

      Padło kolejne polecenie, tym razem od kobiety. — Kolejne polecenie? Przecież do tej pory niczego im nie kazali, tylko zapytali, o co Svei kaman.

      O raju, faktycznie akapity sobie zrobiły imprezę. :o Masakra, co ten blogspot odwala.

      Pojmowała to; — No ale to pojmowanie Svei to mi trochę przeszkadza. xDDD Brzmi trochę na wymuszone i takie… pompatyczne, a tu nie ma nic pompatycznego.

      Usuń
    2. Fafner — TAK BARDZO CIĘ PRZEPRASZAM, ale za każdym razem jak widzę to imię to parskam śmiechem. XDDDD W sensie, po prostu kojarzy mi się ono ze słowami „faflunić” i „fafle”, i jeszcze z reniferami z jakiegoś powodu, i nie potrafię utrzymać powagi. XDDDDD O, i jeszcze jak się u nas w rodzinie parodiuje dzieci, to się mówi „fafne” (witam w kąciku zupełnie niepotrzebnych, niczego niewnoszących i personalnych dygresji Dhau).

      Odnośnie do słowa „seinneadair” – trochę nie rozumiem, czemu to oznacza maga, a jednocześnie elfy stwierdziły, że nie zabiją Svei i Skallego, bo nimi nie są. To znaczy, okej, rozumiem, jeśli to jakieś przesądy, wierzenia czy element kultury tych elfów, ale po prostu trochę mnie to dziwi, bo nie widzę związku (a jeśli jakiś jest, to dziwi mnie to tym bardziej, bo już się przyzwyczaiłam, że wszystko tłumaczysz z miejsca; ale to moja wina, to złe przyzwyczajenie).

      (...) co Svea kiedykolwiek wyczytała w księgach na temat elfiej kultury (...). — „Kiedykolwiek” nie bardzo pasuje w tym zdaniu, lepiej by było „kiedyś” albo w ogóle bez określania przeszłości, bo czytelnik się domyśli, że Svea była zainteresowana tematem od dawna, skoro wcześniej o tym pisałaś. :3

      (...) wszystko wyciosane było nie jak ludzkie budowle, z kamiennych cegieł, (...). — Przecież w cegłach się nie ciosa, tylko się je układa. „Wyciosane” już by się lepiej sprawdziło przy tym jednym bloku kamienia.

      Pojmowała oczywiście (...). — ZNOWU! XD

      Svea pojęła, (...). — Ale się w tym rozdziale uparłaś na to pojmowanie u Svei. :D Niestety przez to tekst traci trochę na jakości, bo bardzo często się to słowo pojawia tutaj, a można je zastąpić na wiele różnych sposobów, zwłaszcza, że w prawie każdej sytuacji związane z „pojmowaniem” Svei emocje powinny być inne, a zatem słowa używane do ich konstrukcji powinny być inaczej nacechowane. „Pojmowanie” jest takie suche i nijakie. :( I takie odległe, dystansuje nas od Svei, z której perspektywy czytamy.

      (...) że to musi być strażnica. — Musiała.

      Czekał tam jeszcze jeden elf, którzy przedstawił się jako Eol. — Który.

      Czuła Go. Nie potrafiła tego wyjaśnić, ale całą sobą odczuwała Jego obecność, tę, którą tak dobrze poznała i tę, która wzbudzała w niej paniczny wprost strach. (...) Wnętrzności skręciły jej się z bólu i ze strachu i nie była w stanie dłużej powstrzymywać mdłości. — W zasadzie w całym tym fragmencie (skróciłam go przez „(...)” bo jest dość długi) piszesz jak zachowuje się ciało Svei i jak ona się czuje, co wyszłoby Ci naprawdę fajnie, gdyby nie to, że powtarzasz słowa „strach” i „przerażenie”, dublując informacje. I tak kilka razy, przez co fragment wydaje się sztucznie wydłużony.

      No powiem Ci, że czuję straszną sympatię do Skalle. xD Kochany jest.

      Usuń
    3. — O tym się tutaj nie mówi — odpowiedział jej głuchym głosem Eol. — Tak mnie w sumie zastanawia jedna kwestia. Tylko tam, gdzie mieszkają elfy, nie wolno mówić o tym pałacu? Bo elfy brzmią, jakby same uważały, że jeśli wyjadą poza teren swojego lasu, to już mogą o tym mówić, a przypuszczam, że chodzi o tym, że dla tego ludu jest to temat zakazany. „Tutaj się o tym nie mówi” (które do tej pory pojawiło się w rozdziale ze trzy razy) brzmi bardziej jak coś, co powiedziałby człowiek, który do społeczności nie należy, ale ją rozumie. Ci, którzy do społeczności należą, powiedzieliby chyba raczej coś w rodzaju „nie wolno nam o tym mówić” albo po prostu zbywaliby pytania, próbując odwrócić uwagę Svei od tematu. Cokolwiek, byle wydostać się spod muru, pod którym ich postawiła.

      (...) nagle, gwałtownie (...). — To w zasadzie to samo. :D

      Odejdź i nigdy więcej tu nie wracaj! Wynoś się, albo cię zabiję, ladacznico! — O rany, ale czemu aż tak, dlaczego elfka poleciała od razu z „ladacznicą”? W sensie no, jakoś mi się to gryzie, żeby przez pytania o coś takiego od razu nazywać kogoś dziwką. Bluźnierstwo to bluźnierstwo i wydaje mi się, że obelga związana z byciem przeklętym czy czymś takim pasowałaby lepiej do sytuacji niż nawiązywanie do seksu, który no… Nijak się tutaj nie łączy.
      Albo to tylko ja się czepiam, don’t mind me XD

      (...) przykładając mu chudy, blady palec do ust. (...), z łagodnym uśmiechem na bladej, zmęczonej twarzy. — Nie musisz tak ciągle podkreślać, że jest blada. :D

      No, wiesz, że wiem, że Svea na razie musi taka być, ale słuchaj, to z przykładaniem palca do ust to trochę takie… Krindżi. :( Imho!

      Bo oto wreszcie się czegoś dowiedziała (...). — A to to to… tak… chyba trochę archaicznie wyszło? „Bo oto”, hm… No nie wiem, jakoś tak trąci takim trochę stylem biblijnym i wygląda na takie znikąd. :o

      Że przekopie wszystkie biblioteki świata, by dowiedzieć się, co tutaj zaszło, skoro elfy nie chcą nic zdradzić. — „Co tam zaszło, skoro elfy nie chciały niczego zdradzić” – mam delikatne wrażenie, że jednak w czasie przeszłym to wygląda trochę lepiej i bardziej spójnie z resztą tekstu.

      — Co, na pokryte łuską jaja Fafnera… — Eww, that was graphic… XD Chociaż szczerze, mam wrażenie, że „pokryte łuską” trochę odbiera uroku temu przekleństwu, brzmi mało „wulgarnie”, a bardziej na opis naukowy? No i trochę jest za długie, przekleństwa w takich sytuacjach raczej są krótkie, żeby szybko je z siebie wypluć i ulżyć sobie. :D

      — Będę twoją dłużniczką — zapewniła go wtedy, (...). — To „wtedy” jest niepotrzebne. :p

      Svea jako naiwna, łatwowierna i prostolinijna istota, (...). — Już to wiemy! (Wydaje mi się, jeśli dobrze pamiętam, że nawet w pierwszym rozdziale opisałaś ją w bardzo podobny sposób).

      Dopiero długie kilka dni później dotarło do niej (...). — „Długich kilka dni później”.

      — Doceniam to Eolu i przysięgam (...). — „Doceniam to, Eolu, i przysięgam”.

      (...) która przecież, jak głosiła nowa, popularna w środowisku magiczno-naukowym teoria, że przyszłość to jedynie wydarzenia o pewnym prawdopodobieństwie wystąpienia (...). — Zaczęłaś coś, co przerwałaś wtrąceniem, i potem już tego w zdaniu nie kończysz.

      Usuń
    4. Panowała tutaj niemal nieprzenikniona ciemność, rozświetlana jedynie bladym światełkiem sączącym się leniwie z włóczni dziewczyny. Było ponuro i przeraźliwie zimno. Szybko przemknęli po otwartym polu, nieostrożnie stawiając kroki i dopadli prowadzących do rozsypującego się pałacu schodów. — Uno momento! To skoro ciemność była nieprzenikniona, a oni byli dość daleko od pałacu, bo musieli przejść przez pole, to jak Svea dostrzegła te wszystkie szczegóły?

      — On tutaj był — wyszeptała wtedy do Skallego. — Ale dla niej to się dzieje „teraz”.

      Mimo to, nie czuła się bezpiecznie. — A co to za dziki przecinek? :D

      Ciemne, łukowato wykrojone brwi nadawały jego obliczu nieco szlachetności, choć sama była dość ostra, o mocnych, zdecydowanych rysach. — Że szlachetność była o mocnych rysach?

      Eee. Nie wiem, co się właśnie stało, ale to było trochę… konfundujące. Biedna Svea. :( Jestem ciekawa, o co chodzi, a z drugiej strony udzielasz nam kilku szczegółowych informacji (np. że ostatnie spotkanie było cztery miesiące temu), a innych ogólnikowych (np. że gostek ją w jakiś sposób krzywdzi) i trochę to mi miesza w głowie. :(

      I w ogóle to zdarza Ci się zaimki „On”, „Jego” itp. zapisywać małą literą.

      Oooo.
      Ooooooooooo. Whoa.
      Okej, tego się nie spodziewałam, to było bardzo ciekawe! Chociaż mam wrażenie, że byłoby lepiej, gdyby Svea to powiedziała zamiast narrator to streścił.

      Czekaj… Svea jest o połowę mniejsza od Skallego w sensie… budowy ciała czy wzrostu? :O Czy on jest jakimś gigantem, czy raczej ona niziołkiem? Chyba nadinterpretowuję, przepraszam. XD To wciąż dziwne że Svea była „conajmniej” połowę od niego mniejsza, nawet jeśli chodzi o budowę ciała.

      Och, aua. Biedny Eol. Jasna cholera.

      — To twoja wina, Mącicielko! — Do uszu dziewczyny dobiegło wołanie Ishy. — Tyś go skłoniła do zdrady! Kazaliśmy ci odejść, ale nie usłuchałaś — powiedziała twardo, długim, cienkim mieczem wskazując ciało zamordowanego Eola — i sprowadziłaś na niego zgubę tak, jak sprowadzisz ją na nas wszystkich! — Trochę mnie drażnią niektóre próby archaizacji, np. to „tyś”. :( W sensie ogółem język tego opowiadania jest dość współczesny, a niekiedy właśnie wrzucasz takie archaiczne formy i nie za bardzo wiem, skąd się one biorą. Trochę psują immersję. :(

      Svea pojęła, że postąpiła tak wyłącznie dlatego (...). — Znów! XD

      Gdyby nie pchała się tam, gdzie jej nie chcą, (...). — „Nie chcieli”.

      Svea wiedziała, że oni znajdą odpowiedzi. — Nie „znają”?

      (...) swoją ciekawością doprowadziła do tak tragicznych wydarzeń, pojmowała jednak (...). !!!! XD

      No, dobra. Ten rozdział był naprawdę długi, to i komentarze były długie. Widzę, że zaczyna się dziać. :D Dobrze, dobrze. Jestem bardzo ciekawa, o co chodzi z tajemniczym elfem i ceną, jaką Svea musi płacić za uleczenie. Tym mnie naprawdę zaskoczyłaś – w sensie Svea wydawała się po prostu utalentowaną czarodziejką, która spotkała kogoś ważnego… Ale nic nie zapowiadało takiego plot twistu. Podobało mi się. Myślę, że to będzie naprawdę potężny wątek w tej historii.

      Usuń
    5. No i elfy – też ciekawe stworzenia, zdecydowanie kojarzą mi się ze śnieżnymi elfami ze Skyrima. Pomysł na tę istotę, która nęka Sveę, a która silnie jest z nimi związana, też interesujący. Czekam, aż dowiemy się więcej o tych powiązaniach. Dlaczego Isha aż tak zareagowała? No, czekam, czekam. Przyznam też, że scena z Eolem naprawdę mną wstrząsnęła. Nie spodziewałam się aż takiej reakcji ze strony Ishy, a w pierwszej chwili w ogóle pomyślałam, że może wszystkie elfy dowiedziały się o tym, że Svea weszła do pałacu i przypuściły atak. Ale potem pomyślałam, że jakby wszystkie się na nich rzuciły, to raczej strzał byłoby więcej. xD

      Bardzo mi się podoba, że tak dokładnie wykreowany jest ten świat. To znaczy są tu nawet szczegóły, na które Svea, jako uczona, ma prawo zwracać uwagę, szczególnie, że ta kultura elficka ją interesuje. Widać, że worldbuilding jest tutaj mocną stroną. Język, architektura, rasy, nawet stroje – wszystko dopracowałaś. To dobrze, widać, że wkładasz w tę opowieść mnóstwo serca.

      Przyznaję, że ta dobroduszna, naiwna Svea jest dla mnie dość ciężkim orzechem do zgryzienia, ALE DAM RADĘ. xD Chcę zobaczyć, jak się zmienia.

      Czytałam niektóre komentarze i rzuciło mi się w oczy trochę informacji o Lorcanie. I teraz nie mogę się doczekać, aż lepiej go poznamy. xD

      No, i jeszcze co do Skallego, mam nadzieję, że rozwiniesz wątek jego relacji ze Sveą, bo na razie wydaje się dość.. płaski. Ot, Skalle od zawsze przy niej był, zawsze ją kochał i zrobiłby dla niej wszystko… Trochę to takie, no… merysiowate. xD ALE UFAM CI, WIERZĘ W CIEBIE, don’t worry, I’m not judging. Czekam na rozwój wydarzeń. :3

      Okej, i tak komentarz jest już potwornie długi. Mam nadzieję, że moje uwagi do czegoś Ci się przydadzą. Czasami się pewnie czepiam, ale nie przejmuj się, taka już moja natura. xD Dobra. To tyle ode mnie. Niedługo zabiorę się za kolejny rozdział!

      Weny!

      PS Ten komć miał ponad 6 stron w Wordzie. xD Daję z siebie wszystko!!

      Usuń

Netka Sidereum Graphics